sobota, 19 lipca 2014

Rozdział Osiemnasty

- Kathlee 
- London, Anglia -

Dzisiaj jest już wtorek co oznacza, że za trzy dni mam lot do LA. To znaczy ta impreza jest dopiero w niedzielę, ale chłopacy się uparli, że mamy przyjść na koncert i kupili nam wcześniejsze bilety. Jeszcze nie byłam na ich koncercie, jak na ten moment nie za bardzo chcę mi się iść, na szczęście czuję się już znacznie lepiej. Natasha mówi że do niedzieli nie powinnam mieć już większych problemów. Jestem jej naprawdę wdzięczna, ponieważ dzięki jej poradom naprawdę jest o wiele lepiej. Teraz jest dokładnie 3.21, leżę w łóżku i od kilku godzin nie mogę zasnąć. Nie dość że z własnej głupoty wypiłam kawę o 22.00, obudziłam się po 12 w południe a do tego jest burza... I znowu się masakryczne boję. Tyle, że ostatnio było pełno ludzi w domu a teraz nie.Eleanor wczoraj wróciła na kilka dni do swojego domu, a Natalie śpi jak zabita. Normalnie świetnie! W moim pokoju co chwilę jest tak jasno jak w południe przez błyskawice, które są za oknem. Dzisiejsza burza jest gorsza od tej, która była na początku mojego pobytu w Anglii. Jest o wiele głośniejsza i silniejsza. Mam wrażenia jakby była tylko wokół naszego domu. Myślę, że spokojnie mogę nazwać to miejsce moim domem. Wiem, że nie zostanę tu na zawsze ale przywiązałam się do tego miejsca. I jak na razie nie chcę myśleć o ponownej przeprowadzce.W pewnym momencie jakby mnie oświeciło! Kiedy goniłam Styles'a przed wyjazdem do Hiszpanii, pobiegł na strych, przebiegając przez taki mały pokoik. Bez okien! Nie wiem czy będzie tam ciszej, ale przynajmniej nie będę widzieć tych piorunów, bo w pokoju, w którym aktualnie przebywam nawet rolety i zasłony nie pomagają... Wygramoliłam się spod kołdry, ubrałam bluzę, która leżała przy łóżku, po czym aż podskoczyłam gdyż kolejny piorun trzasnął. Mogłabym przysiąc, że było to w moim najbliższym otoczeniu. Szybko chwyciłam za cieplutki i za razem milutki niebieski koc, który leżał na moim łóżku i z prędkością światła wyszłam z tego pokoju. Na korytarzu było jeszcze gorzej. Ani żywej duszy. Serce mi podskoczyło do gardła, gdy zobaczyłam cień wazonu, stojącego w rogu, ponieważ w pierwszej chwili pomyślałam, że faktycznie ktoś tam stoi. Nie tracąc czasu udałam się schodami na dół, uwarzając przy tym aby z nich nie zlecieć. Potem próbowałam przypomnieć sobie gdzie muszę skręcić aby dotrzeć do mojego celu. Za łazienką w lewo, potem w prawo i drugie drzwi po lewej. Chyba... Coś pokręciłam, ponieważ zamiast do małego pokoiku bez okien, wlazłam do dość dużego z oknem na całą ścianę. Na pozostałych trzech ścianach było pełno półek, a na nich jakieś statuetki, nagrody... mniejsza z tym. Czym prędzej wylazłam z tego strasznego, w tym momencie, pomieszczenia i zamiast w lewo skręciłam w prawo. Tak, tym razem odetchnęłam z ulgą, gdyż byłam tam, gdzie chciałam. Było zupełnie ciemno. "Pogmerałam" przez chwilę aż znalazłam włącznik światła. Rozejrzałam się dookoła. Ostatnio nie miałam za dużo czasu aby dokładnie przeanalizować wygląd pokoju, ale teraz tak. Był bardzo przytulny taki spokojny. Na środku błyszczących się paneli, leżał wielki puchaty biały dywan, który zajmował większą część małej powierzchni. Nie znajdywało się tutaj nic po za tym dywanem i lampki stojącej w rogu. Ściany były kremowe, ale jedna z nich była ciemniejsza - brązowa. Wisiał tu jeszcze obraz przestawiający wieżę Eifla. Dopiero teraz zauważyłam, że na ścianach, tuż przy suficie są porozwieszane lampi, takie jak zakładamy na choinkę. Za wszelką cenę chciałam, je zapalić, ale nie miałam pojęcia jakim sposobem. Wzrokiem udało mi się odszukać kabel, który trzeba było podłączyć do prądu. Z jednej chwili wszystkie się zapaliły. Stało się tu jeszcze przytulniej. Piękniej. Podeszłam do głównego włącznika światła i je wyłączyłam, zostawiając tylko małe lampki. teraz było jeszcze ładniej i gdyby nie odgłosy z zewnątrz napewno udałoby mi się zasnąć bez problemu. Niestety taka już moja natura i na burzę reaguję tragicznie. Usiadłam na wielkim puchatym dywanie, a właściwie położyłam się na plecach opierając się na łokciach.
Trochę się jednak u mnie pozmieniało. Czy tylko ja zawsze musiałam mieć takie pokręcone życie? Nie mówię, że jakieś fatalne, bo kilka moich znajomych miało o wiele gorzej odemnie ale moje życie po prostu jest dziwne a los wręcz uwielbia mi robić niespodzianki. A tak naprawdę wszystko się zaczęło od poznania Kamila. Potem przyłapałam go z tą blondyneczką (nie żebym miała coś do blondynek, w końcu sama nią jestem) ale ta dziewczyna była blondynką z charakteru. Zerwałam z nim. Chociaż nie wiem czy to bardziej nie on ze mną, mniejsza z tym. Poszłam do klubu. Upiłam się. Pobiłam tą sukę. Rodzice mnie porzucili i tak trafiłam tutaj. Gdy już wszystko wskazywał na to, że obędzie się bez niespodzianek i jak już pogodziłam się z tym, że rodzice nie chcą mnie znać - zaszłam w ciążę! Nigdy w życiu bym jej nie usunęła ale gdybym mogła jakoś zapanować nad sobą tamtego wieczoru nie zrobiłabym tego. Chodźmy z jego powodu. No bo przecież dziecko się w końcu kiedyś urodzi. Nie wiem jak długo uda mi się ukrywać ciążę a co dopiero fakt kto jest ojcem. Oczywiście chcę jak najdłużej. Może nie będzie to najlepsze wyjście dla dziecka, bo w końcu każdy potrzebuje rodziców. Zarówno matki jak i ojca. Na początku bardziej matki, ale nadchodzi taki moment kiedy to ojciec jest Ci potrzebny, zwłaszcza dla chłopaków. Wiem, że dla Harr'ego niewiedza będzie lepsza i łatwiejsza, bo w końcu kto chciałby mieć dziecko ze swoją koleżanką? Przyjaciółką? Czy kim tam dla niego jestem. Może zwykłą dziewczyną, która mu za przeproszeniem dupę zawraca. Nie wiem, po prostu co to będzie. Tak bardzo chciałabym o tym nie myśleć. Iść teraz na studia, w Polsce. Wracać do domu i czuć obiad, który ugotowała moja mama. W szkole poznałabym jakiegoś chłopka, w którym bym się zakochała, chociaż nie teraz już nie widzę takiej opcji. Nie kiedy mam Harrego. No właśnie go nie mam.... Ale zakładając że go nie znam. On zakochałby się we mnie. Po studiach zamieszkalibyśmy razem. Po jakimś czasie wzięlibyśmy ślub. A potem urodziłoby się nam dziecko. Zaplanowane. O którym obydwoje wiemy i oboje chcemy. Bylibyśmy starsi, mądrzejsi. Ja miałabym pracę, miałabym jak je utrzymać...
Tak to moje słynne "co by było gdyby..?" Z resztą to i tak nie ma sensu. Do rodziców już nie wrócę, nie pójdę już teraz na studia. Najwcześniej za 3 lata. Ale może właśnie tak powinno być? Może gdybym żyła tak jak w moich myślach byłoby w moim życiu nudno? No w tym obecnym raczej nie będzie. To jest pewne. Chyba nie pozostaje mi nic jak być dobrej myśli czekać ja się to moje życie potoczy. Jestem więcej niż pewna że Natalie i El mi pomogą ale z drugiej strony nie chcę ich tak wykorzystywać. Jesteśmy młodzi i to że ja będę matką i stracę swój czas na "głupoty" i szalone rzeczy, które robi się właśnie w tym wieku a i tak wszystko się tym osobom wybacza, bo starsi i "ci doświadczeni" mówią "młodzi to głupi", "jeszcze nic o życiu nie wiedzą". Chyba nie jestem dość sumienna w postanowieniach wobec siebie, ponieważ ani nie miałam wracąc do swojej przeszłości, ani nie miałam się nad sobą i swoim życiem użalać. No to może od jutra? Hahaha zobaczymy co z tego wyjdzie. Pewnie jak zawsze nic ale trudno już się przyzwyczaiłam.

-----

Obudziłam się wypoczęta o dziwo. Co prawda bolał mnie kręgosłup, bo umówmy się dywan nie jest najwygodniejszym miejscem do spania ale już nie w takich warunkach się spało. Odszukałam swoją komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. 16.27. W takim razie nic dziwnego że jestem taka wyspana. Jakby nie patrzeć spałam ponad 12 godzin. Po woli podniosłam się do pozycji stojącej. Wyłączyłam lampki, które zapaliłam w nocy i opuściłam ten przytulny pokoik, który pozwolił mi przetrwać tą straszną burzę. Kiedy wpadłam do kuchni lekko się zdziwiłam, ponieważ Natalie latała po całym salonie z telefonem w ręce.. Na kanapanie siedziało całe grono. Lisa, Patricia, Alex, Eleanor, czekaj czy to jest Gemma? Jeszcze jakaś dziewczyna, której nie znam.Ej no! Szykuje się impreza, a ja nic o tym nie wiem?
- Yyyy, przepraszam, że przeszkadzam ale powiecie mi co się dzieje? - wszyscy jak torpeda oderwali się od kanapy i popędzili w moją stronę, a Natalie aż upuściła telefon. Wyglądam aż tak źle???
- Jezu ty żyjesz? - no a co w tym dziwnego?
- Gdzie ty byłaś? - spytała na jednym tchu El
- Spałam w pokoju.
- Swoim? - odezwała się Lisa
- Nie, była burza, a ja się boję burzy, więc poszłam spać do takiego pokoju bez okien. Boże o co tu chodzi. Tak sory, że pytam ale czemu wy wszyscy tu jesteście. I przepraszam, ale ciebie chyba nie kojarzę - skierowałam swój wzrok na dziewczynę stojącą pod ścianą - Jestem Kathlee, miło mi Cię poznać- wyciągnęłam dłoń, którą ona uścisnęła i się uśmiechnęła
- Jestem Victoria. Znajoma Elki.
- A powiecie mi czemu tu wszyscy stoicie?
- Od 11.00 Cię szukamy! - krzyknęła Nati - dzwoniłam do chłopaków i nawet na policję, ale mi przerwałaś Zaczęłam się śmiać, nie uważacie że to trochę śmieszne?
- Nie wystarczyło poszukać w domu?
- No wydawało mi się, że wszędzie byłam...
- Najważniejszę że już jesteś. - uśmiechnęła się Alex i usiadła ponownie na kanapie. Bez problemowa dziewczyna. Na serio.
Spojrzałam jeszcze raz na zegarek. Lekko się przeraziłam i pędem popędziłam do swojego pokoju. Za godzinę mam umówioną wizytę u lekarza. Tym czasem jestem jeszcze w piżamie. Ugh! Nawet śniadania nie zdąże zjeść. Śniadania... no obiadu! O tej godzinie są największe korki w mieście!
Nie wiem jakim sposobem ale po 20 minutach byłam całkowicie gotowa. Jakiś rekord czy coś xd. Teraz tylko muszę załatwić sobie transport. Zbiegłam po schodach i przez przypadek zderzyłam się z kimś. Gemma. Czyli jednak miałam rację. Tylko skąd ona tu?
- Przepraszam - odezwałyśmy się jednocześnie a zaraz po tym zaczęłyśmy się śmiać.
- Gdzie się tak śpieszysz?
- Zaraz nie zdążę do lekarza, a jeszcze taksówkę muszę zamówić.
- Nie wygłupiaj się! Ja cię podwiozę. Poczekaj idę po torebkę.
- Gemma nie musisz. Naprawdę.
- Nie ma problemu. Poczekaj na dole.
- Dzięki - krzyknęłam, ale jej już nie było na schodach. Zeszłam na dół i ubrałam płaszcz oraz buty. Zaraz po tym zjawiła się już ubrana Gemma. Wiecie jaka ona jest podobna do Harrego? Mają taki sam uśmiech... Dobra mniejsza z tym. Pobiegłam jeszcze szybko do kuchni i chwyciłam butelkę soku oraz skibkę chleba, która leżała na blacie, ponieważ była głodna, ale nie miałam już czasu na większy posiłek.
- To gdzie dokładnie jedziemy - spytała siostra Harr'ego podczas zapinania pasów
- Przychodnia na Worder Street 5
- A to nie jest oddział ginekologii? - zmarszyła brwi a ja przytaknęłam głową
Wyjechałyśmy spod domu chłopaków. W ciszy, którą po chwili ona przerwała
- Sorry, ze tak wypytuję ale jak pewnie zdążyłaś już zauważyć Harry jest bardzo ciekawski i ja też. Więc, jesteś może w ciąży?
- Tak, zauważyłam. - odpowiedziałam na jej pierwsze pytanie, pomijając kolejne.
Nie odezwała się, ale i tak się dowie więc co będę to ukrywać. Ale w końcu to jest siostra Styles'a. Nie, nie powiem jej teraz.
- Jesteśmy na miejscu.
- Dziękuję Ci bardzo
- Będę tu czekać
- Nie musisz, dam sobie jakoś radę.
- Spoko, zaczekam i tak nie mam co robić. Harry mnie zaprosił na ten koncert i też lecę z wami. Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko to zostanę do piątku.
- Nie mam, oczywiście, ze możesz zostać. Tak praktycznie to jest dom Harrego i chłopaków więc nie ja decyduję - uśmiechnęłam się - muszę już lecieć. Do zobaczenia!
Nie czekając na odpowiedź weszłam do środka i podeszłam do tej samej kobiety, która stała na recepcji kilka dni temu.
- Dzień dobry, jestem Kathlee Millow i byłam umówiona do dr Natashy Walker - wyrecytowałam pięknie formułkę i czekałam
- Zapraszam pod gabinet 5
Skierowałam się w wyznaczone miejsce, nie zdążyłam usiąść a obok mnie znalazła się moja lekarka i zaprosiła mnie do środka.
- Cześć! Jak tam samopoczucie dzisiaj?
- O wiele lepiej niż poprzednio. - uśmiechnęłam się i usiadłam przy biurku
- No to świetnie! Dzisiaj Kathlee zrobimy USG, ponieważ muszę coś sprawdzić
- Co takiego?
- Poczytałam trochę na temat tych przedwczesnych objawów, bo faktycznie rzadko kto wymiotuje w 4 tygodniu ale na razie nic nie jest potwierdzone.
- Coś jest nie tak? - trochę się przestraszyłam
- Nie, nie o to chodzi. Nie martw się. Po prostu się połóż ok?
Zrobiłam to co kazała, położyłam się na... oj. nie mam pojęcia jak to się nazywa ... Na takim czymś do leżenia xd Podciągnęłam koszulkę, a Natasha rozsmarowała na moim brzuchu strasznie zimny żel. Pogmerała czymś śmiesznym a swój wzrok wlepiła w ekran. Również tak spojrzałam, ale za dużo to tam nie widziałam.
- Jesteś jeszcze w bardzo wczesnej ciąży dlatego nie możemy zobaczyć jeszcze serduszka ani nic takiego ale...- przerwała
- ale?- spytałam
- Wiedziałam! Wiedziałam, że tak będzie - aż zaklaskała w dłonie a ja zmarszyłam brwi, bo nie do końca wiedziałam o co jej chodzi.
- Natasha! Halo! Uspokój się błagam! Powiesz w końcu co tam widzisz?
- Jesteś w bliźniaczej ciąży! Dlatego masz silniejsze i wcześniejsze objawy. Będziesz szybciej tyła, możliwe nawet że już w przyszłym tygodniu - uśmiechnęła się tak szeroko, że zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe. Za to ja tak wytrzeszczyłam oczy, że ona mogłaby się zastanawiać dlaczego mi jeszcze nie wyleciały.

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział Siedemnasty

- Kathlee -
- Londyn, Anglia - 

- No to jedziemy czy nie? - ugh a to ja powinnam mieć wahania nastrojów nie Nati no! Raz chce jechać na zakupy a za dwie minuty już nie. Niech się w końcu zdecyduje! 
- Jedziemy- westchnęła- ale wyjeżdżamy za 10 minut 
- No i nareszcie konkretna odpowiedź! Nie mogłaś tak od razu? 
- Nie, bo lubię się z tobą kłócić... - wystawiła język na co ja się słodko uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę schodów. W ciągu 10 minut za dużo nie mogłaz ze sobą zrobić, nie zdąże się umyć... Trudno. Wyjęłam z szafy zestaw składający się z katany z jasego jeansu, krótkich spodenek w kolorze ciemnej, troche zgniłej zieleni oraz luźnej białej bluzki z kolorowymi wzorami. Na nogi założyłam fioletowe vansy. Udałam się do łazienki, w której zrobiłam sobie makijaż, dość mocy z tego powodu, że miałam podkrążone oczy. Ogólnie nadal nie czuję się najlepiej. Muszę jednak iść do tego cholernego lekarza. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Słysząc krzyki Natalie, chwyciłam w pośpiechu torebkę i wybiegłam na korytarz. O mało co nie zleciałam ze schodów, ale w ostatnim momencie chwyciłam się poręczy.
- Musisz na siebie uważać - zaznaczyła El, zakładająca buty, ja przewróciłam oczami i zeszłam na sam dół
- Tak, tak, wiem...
Po około 5 minutach siedziałyśmy w samochodzie i dyskutowałyśmy, gdzie dokładnie jedziemy. Szczerze było mi to obojętne, więc wyłączyłam się z tej rozmowy. Po kilku minutach stanęło na Oxford Street. Mi tam odpowiada.
- Pragnę tylko przypomnieć, że obiecałaś mi sernik, Eleanor....
- Oczywiście, że pamiętam. W takiej jednej kawiarni jest najlepszy sernik jaki kiedykolwiek jadłam. Pójdziemy tam - mrugnęła jednym okiem, w tym samym czasie ruszając samochodem spod domu. Londyn jak zawsze był zakorkowany ale powiedzmy że przez czas mojego pobytu w tym mieście zdążyłam się juz przyzwyczaić. Z resztą Poznań też należał do tych miast, w którym wiecznie są korki... ale trudno. Takie życie. Jak już wspominałam wcześniej, nie czuję się najlepiej, ale nie muszą o tym wiedzieć nie? Nie miałam jakby to powiedzieć weny na zakupy. Nic mi się nie podobało, na większość nawet nie zwracałam uwagi, w przeciwieństwie do El, która przymierzała chyba cały sklep... Myślałam, że ślęczymy tam wieki. Dziewczyny właśnie coś przymierzały, w ogóle się mną nie przejmując, ale nie przeszkadzało mi to, bo od kilku dni skakały wokół mnie. Niech teraz mają coś co im faktycznie sprawi radość, bo przeze mnie musiały siedzieć w domu, to znaczy nie zatrzymywałam ich ale nie chciały bezemnie wychodzić więc siedziały cały czas w czterech ścianach. Usiałam na kanapie i spojrzałam na telefon. 4 wiadomości. i 2 nieodebrane. Mój kuzyn jest naprawdę przewrażliwiony. Odpisałam mu tylko, że El pewnie nie słyszy, bo jesteśmy na zakupach i że wszystko w porządku.
Louis po moim SMS zaczął wydzwaniać do Eleanor, która w tym czasie usiłowała wcinąc się w ostatnią sukienkę, która na moje oko była jej za mała o conamniej dwa rozmiary ale ona jest do wszystkiego zdolna... Nawrzeszczała na mojego kuzyna, że jej przerywa w takim momencie a ja umierałam ze śmiechu na tej kanapie. Kiedy Elka skończyła wydzierać się do telefonu dostałam wiadomość od Hazzy. Popisałam z nim przez chwilę, a potem dziewczyny raczyły wyleźć z tej przebieralni. Ostatecznie wyszły z dwoma siatkami ciuchów każda, a ja z niczym... ale no cóż. Nic mi się nie podobało. Mam jeszcze dziesięć dni a najwyżej wezmę jakość, którą kupiłam wcześniej.
- A ty nic nie kupiłaś? - spytała El otwierając szeroko oczy
- Nie. Nic mi się nie podobało. A tak w ogóle to szybkie jesteście - zaśmiałam się - cały czas siedziałam na kanapie
- Ojć. No dobra to w takim razie teraz idziemy na sernik! - zaproponowała brunetka a ja oczywiście od razu się zgodziłam.
Szłyśmy jakieś 5 minut pieszo. El weszła do małej kawiarni a my za nią. W środku było bardzo przytulnie. Brązowe ściany i kremowe dodatki. Widać, że jest urządzona z pomysłem i pasją. Bardzo mi się podobało. Usiadłyśmy przy cztero-osobowym stoliku w rogu,. obok obrazu przedstawiającego kilka tulipanów. Oczywiście jak zawsze zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim, ale z tego co zdążyłam zauważyć dziewczyny jak najczęściej poruszały temat mojej ciąży, a ja próbowałam się z niego wymigać. Na pewno nie będę się rozwodzić nad tym tematem w miejscu publiczym! W momencie kiedy Natalie chciała się znowu o cos zapytac (widziałam to w jej oczach) szybko zapytałam się co u Liam'a mimo że nie obchodziło mnie to zbytnio, bo to że chłopacy mają teraz pełno koncertów już wiem. Ale tym sposobem załatwiłam sobie 10 minut odpoczynku od bycia w centrum uwagi, bo Natalia cały czas gadała o swoim chłopaku a ja zajęłam się sernikiem, który faktycznie byl przepyszny. Udało mi się wyłączyć z tej rozmowy pomimo tego, że udawałam że słucham. Tak wiem troche niekulturalne, ale no cóż.... Postanowiłam zapisać się do lekarza najlepiej jeszcze dzisiaj pod wieczór. Jak na moje to trochę za wcześnie na te wszystkie wymioty i bóle głowy w końcu to dopiero ile? Raz, dwa, trzy, cztery. Początek czwartego tygodnia. Ale ja tam się nie znam, więc jak na razie sie chyba nie mam czym przejmowac prawda?

Tak jak mówiłam już w drodze do domu zadzwoniłam do przychodni. Udało mi się zapisać dzisiaj na gidzinę 18.00. Nie miałam za dużo czasu zwłaszcza że zbliżało się wpół do piątej a z tego co powiedziała mi Eleanor przychodnia znajduje się jakieś 30 minu drogi od domu chłopaków, no ale trudno. Nie pomyślałam tylko kto mnie zawiezie... A co tam! Raz się żyję. W Polsce mam prawo jazdy a się różni tylko tym, że jedziesz po lewej a nie prawej. Powinnam dać radę... Coś cienko to widzę, ale trudno. El i tak już mi bardzo pomaga. Oparłam głowę o szybę samochodu i przymknęłam oczy. Nie zasnęłam, mało co po chwili poderwałam się jak opętana gdy przypomła mi się babcia! Ona mieszka w Londynie! Ale ja jestem głupia! Nie wpadłam wcześniej na to żeby się z nią spotkać, to znaczy miałam to w planach, ale ugh no nie ważne. Po raz kolejny chwyciłam za telefon i wykręciłam do mojej babci
- Cześć babciu
- Cześć Katlee co u ciebie słonko?
- Jakoś leci.. Babciu czy mogłybyśmy się spotkać za 15 minut w kawiarni Caffe Time to jest na Oxtord Street z resztą potrzebowałabym podrózki.
- Oczywiście! Już wychodzę z domu. A stało się coś? 
- Wszystko ci wyjaśnie na miejsu okay?
- Okay 
- To do zobaczenia
- Papa
Poprosiłam Eleanor, żeby zatrzymała się na chwilę, żebym mogla wysiąść z samochodu i wrócić do kawiarni z której przed chwilą wyszłam. Nie za bardzo wiedziała o co chodzi ale wszytko jej wytłumaczyłam, a ona nawet zawróciła i mnie podwiozła na Oxford Street pomimo, że mówiłam, że mogę sama dojść, bo w końcu dopiero co wyjechałyśmy. Ponownie usiadłam przy tym samym stoliku i zamówiłam sobie lemoniadę. Nie musiałam czekać na babcie zbyt długo, ponieważ ona zawsze była punktualna, za co ją podziwiam.
- Cześć Babciu - rzuciłam się na nią od razu kiedy pojawiła się w drzwiach, musiało to dziwnie wyglądać ale kto tam się przejmuje opinią innych?
- Cześć - odpowiedziała kiedy się od mniej odkleiłam - ale dawno cię nie widziałam
- Ja też... Chodź do stolika. Chcesz coś może? Mają pyszny sernik.
- Nie dziękuję, ale napiłabym się czegoś zimnego. Jest strasznie gorąco. - od kąd pamiętam mojej babci zawsze było ciepło. Z resztą jest lato, ale żeby było jakoś gorąco to nie powiem. Ja osobiście chodzę w jeansowej kurtce.
- Okay, to ja ci zamówię.A ty idź usiądź. Może być lemoniada?
- Tak, cytrynową poproszę
Złożyłam zamówienie, kóre kelnerka przyniosła nam po chwili. Siedziałam naprzeciwko babci i oddychałam głęboko.
- To o czym chciałaś pogadać? Wniostkuję z twojego pośpiechu, że to cos ważnego - uśmiechnęła się lekko. Mój oddech był coraz płytki. Musze powiedzieć babci wszystko. To będzie trudne.... Spojrzałam jeszcze szybko na zegarzek, żeby upewnić się, że nie spóźnię się do lekarza. Była 17.02. Dobra trochę czasu jest.. Niestety... Dobra raz się żyję! | Fajne podejście, takie samo jak przed imprezą?| Zamknij się! - mój wewnętrzy głos zawsze umiał mnie "pocieszyć"|
Hallo! Kathlee jesteś tam? - babcia pomachała mi dłonią przed oczami
- A tak, przepraszam, zamyśliłam się
- Oj, dziecko, coś się dzieje... Tylko co?
- Wiesz sama nie wiem od czego zacząć... Dobra może od pytania. Zawieziesz mnie do lekarza na 18.00?
- O Jezu! Co się dzieję, ze do lekarza jedziesz? Tak, oczywiście że cię zawioze.
- Nie przejmuj się, nie umieram - zaśmiałam się - Tak więc ja.. no wiesz. Ten tego... Ja. Ja jestem w ciąży - wypaliłam i zamknęłam na chwilę oczy.
Chyba powinnam ostrzec babcię, żeby odstawiła kubek na stół przed moim wyznaniem, bo obecnie kubek leży potłucony na ziemi, a moja babcia siedzi z otwartą buzią, jednak po chwili próbuje pozbierać szkło. Ja siedzę cicho i przyglądam się poczynaniom babci, ale po chwili dociera do mnie że powinnam się ruszyć i jej pomóc. Kiedy ogarnęłyśmy bałagan, przy pomocy kelnerek, ponownie usiadłyśmy przy stole.
- Wiesz ja nie mogę w to uwierzyć - odezwała się
- Szczerze to ja też nie
- Ale jak to?
- Babcia, mam ci wykład robić jak się dzieci robi? - zaśmiałam się pod nosem
- To to ja wiem - również się zaśmiała- ale kiedy? Z kim?
- To zależy, którą wersję chcesz znać - powiedziałam dość cicho, ale babcia i tak to usłyszała
- Tą prawdziwą. A mogę wiedzieć ile tych wersji jest?
- Dwie
- Czekaj Kat, bo czegoś tu nie rozumiem.
- Już ci wszystko wyjaśniam ale przyrzeknij na mnie, że nikt oprócz Natalie i El , które wiedzą się nie dowie a sczególnie Louis i reszta One Direction - babcia lekko zmarszczyła brwi, ale pokiwała głową na znak, że rozumie i się zgadza a ja zaczęłam swoją rozmowę, która oczywiście odbywała się w języku polskim z dwóch powodów - Tak wygodniej, chcoaż ostatnio już mi to nie robi różnicy ale tak przynajmniej nikt nas nie rozumiał.
- Dwie wersję są dla tego, żeby biologiczny ojciec się nie dowiedział.- babcia pokręciła przecząco głową ale się nie odezwała - tak więc, trzy tygodnie temu bylismy z chłopakami, Natalie i El w Hiszpani - przytaknęła głową - no i była impreza - znowu - no i praktycznie to z niej pamiętam tylko kilka rzczy...
- To wiesz kto jest ojcem? - spuściłam wzrok i pomachałam głową - A powiesz mi kto?
- oficjalnie Kamil, wiesz ten dupek, co był moim chłopakiem w Polsce, a tak praktycznie i faktycznie to Harry.
- Jaki Harry? - spytała jakby się chciała upewnić
- Znam tylko jednego... Styles. - ponownie wytrzeszczyła oczy, a ja swoje zamknęłam.
- A dlaczego mu o tym nie powiesz?
- Bo on nawet tego nie pamięta, a ja mało co, mogłoby się wydawać że to jakis sen albo coś
- A nie uważasz że powinien wiedzieć. Jak będzie podobne?
- Tego się obawiam najbardziej... Po co ma wiedzieć? To tylko mu życie zepsuje.
- Nie mów tak..
- Ale to prawda.
- Wcale nie.
- A już na pewno nie będę laską, która zwabi go na dziecko.
- A czujesz coś do niego?
- Musimy jechać - powiedziałam spoglądając na zegarek, który wskazywał 17.34
- Okay, ale jeszcze to od ciebie wyciągnę - usmiechnęła się pogodnie
Zapłaciłam za napoje po czym wyszłyśmy z kawiarni i udałyśmy się do samochodu babci. Na moje szczęścnie nie było jakiegoś wielkiego korku na ulicach, tylko kilka razy zatrzymywałyśmy się na czerwonym świetle ale w efekcje dojechałyśmy przed czasem. heh, udziela mi się punktualność babci xd Weszłam do środka i podeszłam do średniego wzrostu brunetki w średnim wieku, która stała na recepcji.
- Dzień dobry. Nazywam się Kathlee Milow, byłam umówiona na 18.00 do dr. Natashy Walker
- Tak, widzę. Pani doktor, ma obecnie pacjentkę ale proszę czekać pod gabinetem nr 6
- Okay - pokiwałam głową i lekko się uśmiechnęłam po czym zajęłam miejsce pod gabinetem nr 6. Dołączyła się do mnie babcia i chwyciła mnie za ręke.
- Wszystko będzie dobrze - szepnęła widząc, że ręka mi się trzęsie - a ja pokiwałam głową
Po około 10 minutach o 18.04 wyszła wysoka, młoda ciemna blondynka, która jak się domyśliłam jest właśnie dr Natasha Walker
- Zapraszam panią Kathlee Milow - odezwała się swoim przyjaznym głosem
Po woli wstałam z krzesła i podeszłam bliżej kobiety, która na moje oko była trochę starsza odemnie. Weszłam do gabinetu i usiadłam na przeciwko pani doktor przy biurku.
- Nie bój się, nie gryzę - zaśmiała się widząc moją minę
- Ja przepraszam, ale lekko się stresuję
- Nie ma czym, siadaj. Tak wogóle jestem Natasha i błagam nie mów do mnie Pani doktor, bo widzę, że jestem od ciebie starsza tylko o 2 lata - uśmiechnęła się
- Kathlee - wyciągnęłam dłoń, którą ona uścisnęła
- No to mów, co ci jest
- Jeśli wierząc objawom i czeroma testom to jestem w ciąży
- No to gratuluję!
- Nie ma czego, ale nie będę cię tu moimi problemami zadręczać
Chętnie posłucham i pomogę, ale to może potem, dopiero się poznałyśmy - uśmiechnęła się
- Jesteś dość otwartą osobą prawda? - pokiwała głową - Bardzo chętnie umówię się z tobą na kawę - zaśmiałam się
- Ja również, ale wracając do wizyty to co jest?
- Wychodziłoby na to że jestem na początku 4 tygodnia. Dość wcześnie jak na wymioty i bóle głowy prawda?
- Na ogół tak, ale zdarzają się przypadki. Możemy pobrać krew albo zbadać mocz, będziemy mieć pewność.
- Okay ale to dzisiaj?
- Tak. Wolisz z żyły czy palca?
- Żyły
- Okay, chodź musimy przejść do gabinetu nr 2
Po upływie 30 minut wiedziałam już na 100% że jestem w ciąży. Natasha za to okazała się być naprawdę miłą osobą i bardzo przyjacielką. Wymieniłyśmy się numerami i umówiłyśmy na kolejną wizytę, która ma się odbyć po imprezie w LA. Oczywiście nie ufam jej wystarczająco, żeby wygadać wszystko na mój temat, bo narazie ograniczyałam się do ujawnienia mojego Polskiego pochodzenia. Niech tak zostanie. Uważam jednak, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Powiadomiłam babcie o wszystkim czego się dowiedziałam a potem razem wróciłyśmy do domu chłopaków.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział Szesnasty

- Harry -
- Sydney, Australia -

Zaraz po tym jak wróciliśmy z Hiszpani wróciliśmy w sumie do codzienności. Rozmawianie z fanami, którzy rozpoznali cię na ulicy, wywiady, koncerty... Co prawda mamy wakacje ale musieliśmy wyjechać na nie całe 2 tygodnie, ponieważ w ramach trasy koncerowej którą nawiasem kończymy właśnie za równe 10 dni mamy zaplanowane kilka koncertów i wywiadów a potem wracamy do domu i znowu mamy wolne. Obecnie jesteśmy w Australii a dokładbiej w hotelu. Ja leże na łóżku w pokoju i nie wiem co robić, jest 4.00 nad ranem wszyscy pewnie jescze śpią. Ugh po 3 latach powinienem się już przyzwyczaić do zmian stref czasowych. A od pierwszysch wyjazdów to się nie zmieniło, przez pierwsze 2 dni nadal funkcjonuje według innej strefy czasowej. Wogóle kto to wymyślił? Ta wiem to przez to że Ziemia się kręci no ale i tak nie nawidze zmian czasu... No to albo zostaje w łóżku, nie to odpada... Idę pobiegać! Tak, zdecydowanie jest to lepsza perspektywa na spędzenie poranka, niż leżenie w łóżku. Ubrałem spodnie i bluze po czym wyszedłem z pokoju zabierając jeszcze tylko słuchawki i telefon. Biegałem dość długo rozmyślając przy tym o dosłownie wszystkim, po prostu o tym co mi przyszło do głowy, jak zdążyłem zauważyć większość moich myśli zajmowała pewna blondynka o pięknych niebieskich oczach i imieniu Kathlee... Tak szczerze to co ja mam powiedzieć? Co do niej czuje? Jest dla mnie ważna, zależy mi na tym by była szczęśliwa ale jednak się boje. Czego? Nie wiem, boję się stracić przyjaciółke... Czy ją kocham? Nie, to by było nie dorzeczne. Nie mogę kochać kogoś kogo poznałem niecały miesiąc temu. To by było dziwne... Jednak - nie chce widzieć jak płacze, bo wtedy ja robię się smutny, uwielbiam jej uśmiech, oczy, w które mógłbym patrzeć cały czas. Widząc ją mam ochotę ją przytulić i nigdy nie puścić. Co ja bym oddał, żeby po raz kolejny poczuć smak jej ust... Zależy mi na niej! W sumie to już tęsknie.. O kurwa! A jednak ją kocham...

- Kathlee -
- Londyn, Anglia -

Obudziłam się w środku nocy. Nie zmróżyłam oka od wieczora, poprostu nie mogłam zasnąć. Dziewczyny leżały rozwalone na moim lóżku a ja nie miałam kompletnie miejsca. Nie chciałam ich budzić, wiedziałam, że poprzedni dzień dla nich również był bardzo trudny. Nie ustaliłyśmy w sumie wszystkiego dokładnie ale mam pewność, że dochowają tajemnicy, ufam im. Najciszej jak tylko potrafiłam wstałam z łóżka, sztuchając przy tym delikatnie głowę El. Dziewczyna przebudziła się na chwile ale zapewniłam ją że wszystko w porządku i kazałam spać dalej. Ta jak zabita od razy opadła na łóżko. Ja za to wyszłam z pokoju, zamykając przy tym drzwi. Wyszłam na korytarz i zeszłam schodami na dół. Nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki i usiadłam na kanapie. W sumie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Czułam, że nie dam rady ukrywać ciąży zbyt długo ale postaram się to zrobić jak tylko długo się da. Szczerze mówiąc nie wiem co by się stało gdyby Harry, niewiadomo skąd dowiedział się prawdy. Chociaż po ci wybiegać tak w przyszłość? Gdzie się podział mój optymizm? Odstawiłam szklanke na blat kuchenny i skierowałam się schodami na górę. Nie pytajcie mnie co mną kierowało, bo naprawdę nie wiem ale weszłam do pokoju Harrego i usiadłam po turecku na jego łóżku. Miałam silną potrzebę wygadania się. I wtedy coś sobie przypomniałam. Położyłam moją prawą rękę na brzuchu i się lekko uśmiechnęłam
- wiesz, jak będziesz podobny albo podobna do twojego taty to mam przerąbane...- zaśmiałam się lekko
- boje się troche wiesz? Wiem, że jestem bardzo młoda, ale obiecuje ci skarbie, że postaram się być najlepszą mamą jaką tylko potrafię - w tym momencie poczułam jedną, samotną łzę na moim policzku. Sama nie wiem dlaczego. Nie byłam smutna, może to dlatego, że po raz pierwszy w życiu odezwałam się do swojego dziecka, może dlatego że się o nie bałam, poprostu nie wiem czy poradze sobie w roli matki. Mam 18 lat. Boże w co ja się wkopałam? Nie chodzi mi o to że zmarnuje sobie życie, już kocham to dziecko ale ja sama nadal potrzebuje rodziców, których nawiastem mówiąc nie ma przy mnie, a w przeciągu dziewięciu miesięcy sama mam się stać matką. Poprawka- już nią jestem. 
Nie miałam już siły ani ochoty na dalsze rozmyślanie nad moją przyszłością, bo pytań było wiele. Naprzykład co ze studiami? Gdzie zamieszkam? Naprawdę nie chciałam jeszcze bardziej się dołować, a już i tak miałam fatalny dzień. Opadłam na łóżko. Poczułam tak bardzo charakterystyczny zapach - zapach ojca mojego dziecka, nieświadomego ojca mojego dziecka. Nie byłam specjalnie zmęczona ale pod wpływem zapachu zdążyłam się uspokoić i po chwili już spałam. 

~SEN~

- No gratuluje Kathlee! - uśmiechnęła się blondynka imieniam Lee
- Wiedziałaś prawda? 
- O czym? 
- Nie zgrywaj głupiej. Nie chce się kłucić, bo nie mam na to ochoty, siły ani chęci! Wiedziałaś, że jestem w ciąży.
- Owszem, wiedziałam - lekko się uśmiechnęła - nie mogłam Ci powiedzieć, z resztą nie uwierzyłabyś, chyba nie sądzisz że nie zauważyłam tego, że za mną nie przepadasz... 
- To nie tak, ale strasznie działasz mi na nerwy. Zjawiasz się w śnie. Później musiałam zajmować się jakąś dziewczynką... - przerwałam bo coś cobie uświadomiłam- próbowałaś mi powiedzieć... - Lee kiwnęła tylko lekko głową a potem zniknęła. Ja pojawiłam się w jakimś pomieszczeniu. Dużym. Ściany były zrobione z cegieł, było dość ponuro. Zauważyłam dużo regałów z książkami, najprawdopodobniej byłam w jakiejś bibliotece. Dużej, potężnej bibliotece z setkami ksiąg. Tylko po co? Odkąd pamiętam nie czytałam zbyt dużo więc jakoś nie ciągnęło mnie do zagłębienia się, w którejś z lektur, jednak jedna ksiąga przykuła moją uwagę. Podeszłam bliżej i wspięłam się na palce aby ją chwycić. Już miałam ją w ręku, kiedy ta spadła na podłogę. Spojrzałam na dół, lekko się zgdziwiłam kiedy zobaczyłam otwartą księgę a wniej... Moje zdjęcie razem z mamą na placu zabaw, miałam wtedy najwyżej 4 latka. Wydawałam się bardzo szczęśliwa. Lekko oszołomiona tym co odkryłam podniosłam książke i poszłam usiąść na bujanym fotelu, który znajdował się w rogu pomieszczenia. Otworzyłam ją na pierwszej stronie. Były tam zdjęcia mojej mamy, ale nie było tam mojego taty. Obok mojej mamy znajdywał się inny mężczyzna, którego kojarzyłam ale naprawdę nie wiedziałam skąd, mógłby to być jakiś mój wujek albo znajomy rodziców. Nie przejęłam się i obróciłam kartkę na drugą strone. Znowu ten facet z moją mamą, tylko teraz było bardziej wyraźne zdjęcie. On ją przytulał. Nie to nie możliwe, żeby moja mama miała kogoś przed moim tatą. Nigdy nic o tym nie wspominała. Przyjrzałam mu się dokłaniej.
- LOUIS?!
Walnęłam się otwartą dłonią w głowę. To nie był mój kuzyn. No bo jakim prawem? To jego tata, ale do jasnej cholery czemu on całuje się z moją mamą?! 
- Lee! Lee! Proszę przyjdź tu! Błagam... - zaczęlam się wydzierać, poczekałam kilka chwil a przedemną stała wysoka blondynka
- W czym mogę ci pomóc Kathlee? - spytałam z uśmiechem
- Dlaczego moja mama całuję się z moim wujkiem?!
- Hm..wiesz, wydaje mi się, że nie jest to temat,na który powinnaś rozmawiać ze mną. Ale Kathlee właśnie tu kryje się rozwiązanie czegoś co cię trapi.
- Czego?
- Kogo Ci teraz brakuje? - spytała poważnie. Za to ja zaczęłam się chwilkę zastanawiać.
- Tak szczerze to Harrego - powiedziałam bardzo cichutko
- Okay... - jej mina... Hmm. Była lekko dziwna - Chodziło mi bardziej o rodziców... Porozmawiaj ze swoją mamą - odrzekła i spojrzała na mnie
- Nie, nie mam na to ochoty. Jak mnie zostawiła to ja nie będę błagać o litość.
- Jak chcesz- odetchnęła głęboko - Ja cię do niczego nie zmuszę. Ale nie popełnij tego samego błedu co ona.
- Jakiego błędu? O czym ty mówisz? - nie było już jej. Znowu zniknęła w najgorszym momencie! Usłyszałam jeszcze tylko "Porozmawiaj z nią". Zakręciło mi się lekko w głowie i znowu byłam w realnym świecie.
--------------------
Obudziłam się. Znowu się obudziłam po śnie, który wydawał się tak realny. Była  dopiero szósta nad ranem a mi nadal chciało się spać. W jednej chwili opadłam ma poduszkę Stylesa i ponownie zasnęłam. 

Tym razem nic mi się nie śniło i powiedzmy że nie przeskadzało mi to. Obudziłam się a właściwie to ktoś mnie obudził. Zabije! - otworzyłam oczy, aby sprawdzić komu zawdzięczam pobudkę- no w sumie to za dużego wyboru nie było. W progu stała El z budzią otwartą chyba tak szeroko, że spokojnie zmieściłaby całą pomarańcze... 
- Co się tak gapisz? -spytałam, ta wiem dość nie miło ale ale ona mnie obudziła
- A nic.. Szukałyśmy Cię z Nati. Trochę się nawet wystraszyłyśmy jak ciebie nie było, jest po 15... Ale wiesz tu się ciebie nie spodziewałam. Wiesz że tu są jakieś cztery jak nie więcej pokoje gościnne nie?
- I kto to mówi? Nie ja rozwalałam się na moim łóżku.
- Ojć... 
- Dobra, wybaczam Ci xd ale musisz mi zrobić omlet! I sok marchewkowy! A na deser sernik! - zaśmiała się ale w efekcie końcowym zgodziła się, pod warunkiem że sernik zjemy na mieście. Ja przystałam na tą propozycję po kilku sekundowym namyśle a potem wygramoliłam się z łóżka, poprawiłam pościel i wyszłam wraz z dziewczyną z pokoju. Potem udałam się do swojego pokoju w celu przebrania się oraz umycia twarzy. Kiedy ubrałam się w jane jeansy i blado-różową bluzke zeszłam na dół. Faktycznie poczułam zapach omletu. Momentalnie zgłodniałam. El stała w kuchni i przygotowywała moje późne, no bardzo późne śniadanko! Natalie była w salonie i z tego co udało mi się wywnioskować rozmawiała przez telefon. Aż wyplułam sok, który piłam gdy usłyszałam jak moja przyjaciółka zakończyła rozmowę nazywając swojego chłopaka skarbem. Ona? Nati? Moja Nati? Podeszłam do niej, po drodze z palcy prawej dłoni tworząc "pistolet" po czy wymierzyłam w nią 
- Kim jesteś? Co zrobiłaś z Natalie? Jestem w stanie zapłacić okup (jeśli jest w granicach 10 tysięcy, bo chyba tyle mam obecnie na koncie) tylko proszę nie zabijaj jej! - ona za to podniosła brwi do góry, chyba nie wiedząc o co mi chodzi
- Natalie, którą znam nie nazwała by chłopaka skarbem! 
- A skąd wiesz z kim gadałam?
- Yyy... Mam dar! Po za tym nikogo byś tak nie nazwała - przewróciła oczami i głeboko odetchnęła po czym chwyciła mój kubek i napiła się z niego. 
- Liam mówił, że pod koniec trasy jest jakaś impreza i że fajnie by było jakbyśmy się pojawiły. A tak właściwie to nie dał nam wyboru. Mamy tam być.
- Gdzie? - spytała El, która weszła do salonu niosąc talerz pyszności, które były dla mnie!
- Na imprezie z okazji zakończenia trasy
- A tak słyszałam. Za 10 dni w Los Angeles z tego co pamiętam. No nic, trzeba będzie polecieć - stwierdziła kładąc mi przed nosem talerz - Smacznego!
- Dzięki :) 

- Zayn - 
- Sydney, Australia - 

- Wychodzicie za 5 minut! - usłyszałem krzyk naszego managera, który dzisiaj chyba wstał lewą nogą. Wydziera się na nas od rana, a przecież 5 minut to dużo czasu. Albo zaczął wrzeszczeć bo Louis wywalił przez okno bokserki Harrego, który spał, prosto w tłum fanek, które stały pod hotelem. No co jakaś nagroda im się należy. Chociaż nie wiem czy chciałbym dostać bokserki Harrego.. Ale kit z tym. 
- Zayn do cholery! 2 minuty! 
- Już idę - burknąłem do siebie i pobiegłem z kubkiem kawy, którą aktualnie piłem w strone wyjścia na scenę. Nagle poczułem że moja kawa znajduje się na moim białym T- shircie. Spojrzałem na koszulkę a potem na dziewczynę, która zaczęła mnie przepraszać
- Victoria?!
- No.. Tak a skąd wiesz? 
- Wylałem ba ciebie sok na imprezie... 
- A no tak. Zniszyłeś mi sukienkę! 
- Oj no przepraszam! A ty mi bluzkę!
- Zayn! Masz minutę! Ja zaraz w kosmos wylecę! - znowu Paul
- Przepraszam Cię, ale muszę lecieć.- zrobiłem krok ale się obruciłem - a no i nie mart się nie gniewam się o tą bluzkę- powiedziałem w kierunku dziewczyny. Ona tylko "fuknęła" 
- Do zobaczenia! - krzyknąłem i pobiegłem w stronę chłopaków
- Coś ty zrobił? - spytała Lou, nasza stylistka, patrząc na moją bluzkę
- Długa historia
- Czekaj tu, zaraz ci przyniosę nową - powiedziała szybko i już jej nie było
- Wchodzicie za 5,4,3,2 - nie miałem co zrobić. Zdjąłem szybko T-shirt, gdyż poczułem że jadę na góre i rzuciłem ją prosto na głowę Paul'a. Przez przypadek oczywiście, ale należało mu się xd. Tak więc powitałem Sydney bez górnej części garderoby...

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział Piętnasty

- Kathlee -
- Dom, Londyn - 

Czułam się jakby ktoś mnie zmielił, dosłownie. Od kilku dni czuję się fatalnie. Jakaś grypa żołądkowa czy coś. Masakra.... Mam iść do lekarza, ale nie wstaję z łóżka. Chłopacy musieli wyjechać gdzieś na dwa tygodnie bo mieli zaplanowane jakieś występy. Nie  wiem gdzie, bo nie wnikam. Jestem w domu z Natalie. Wczoraj nawet odwiedziła mnie Patricia z Lisą i Alex. Eleanor postanowiła dotrzymać nam towarzystwa i przez ten czas zajmuje pokój Louisa. No nasze plany na zakupy i kino raczej nie wypalą przez tą moją chorobę... Dobra, muszę się w końcu ruszyć z tego pokoju, bo już trochę nudno. Miałam zamiar iść coś zjeść, nie byłam głodna ale nie jadłam od wczoraj więc jej ze zdrowego rozsądku. Narzuciłam na siebie jakiś świeży, za duży T-shirt i zeszłam na dół.  Eleanor siedziała na kanapie i rozmawiała przez telefon, z tego co wywnioskowałam z Louisem a Natalie stała w kuchni i coś gotowała. 
- Hej. - powiedziałam wchodząc do salonu, niezbyt entuzjastycznie ale nie mogłam wytrzymać bólu głowy. 
- O cześć. Nie musiałaś wstawać, przyszłabym do ciebie - powiedziała moja przyjaciółka, chciałam jej odpowiedzieć ale poczułam ukłucie w brzuchu i pobiegam do łazienki. Słyszałam jak El powiedziała "Sory, Lou muszę kończyć, papa". Byłam jej wdzięczna że mu nic nie powiedziała, po co mieliby się martwić? Zwykła grypa żołądkowa a akurat mi się często zdarzało na nią chorować. Chwilę potem obie znajdowały się obok mnie. Super nie ma nic ciekawszego jak oglądanie kogoś kto wymiotuje. 
- Martwię się o ciebie Kat, idź do lekarza - odezwała się Natalie. Słychać było w jej głosie zmartwienie. 
- Nie przesadzaj, zaraz mi przejdzie - powiedziałam i podeszłam umyć sobie twarz. 
- No jakoś już cztery dni się trzyma - El nic nie mówiła, była lekko nieobecna. Widać było że się nad czymś intensywnie zastanawiała. 
- Idziemy do salonu? Chyba nie będziemy tak tu stać nie? El idziesz? - po tym pytaniu jakby się ocknęła.
Usiadłam na kanapie a Nat zaproponowała że zrobi mi kanapkę i herbatę. Oczywiście nie protestowałam mimo że nie chciało mi się jeść, ale właśnie po to zeszłam na dół. 
Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać jakiś program. 
- Z czym chcesz kanapki? 
- Z ogórkiem. Albo nie, daj z Nutellą. Chociaż... nie wiem, daj oba - wypaliłam na co El wyszczerzyła oczy. No co? Przecież to tylko kanapki...
- Naprawdę? - skrzywiła się Natalie.
- Natalie ale nie na jednej kanapce 
- Zorientowałam się, bo to by było niejadalne. Fuuuuuuu! 
- Wcale nie! Hmm, mogłoby nawet być dobre
- Fuuu! Jak to zjesz to się pożygasz jeszcze raz. 
- Niekoniecznie.... - Eleanor powiedziała pod nosem. Chociaż obie ją usłysza
- Co mówiłaś? - podeszłam do dziewczyny, która była lekko zdezorientowana
- Kathlee- zaczęła po chwili - nie ma takiej możliwości, że ty, yyy no wiesz, że jesteś w ciąży? - spytała na co mnie zamurowało. Oczywiście w jednej sekundzie Natalie znalazła się obok nas.  
- Ja w ciąży. Błagam, Ja przecież nie... - nie dokończyłam bo wtrąciła się Nat
- El wydaje mi się że od czasu kiedy tu przyleciała zorientowałaby się - Ja w tej chwili zamarłam, bo przypomniał mi się pewien drobny incydencik, o którym nikomu nie wspominałam. Wypowiedzaiłam tylko krótkie polskie "Ja pierodle, kurwa nie!" i opadłam na kanapę. Nie, ja nie mogę być w ciąży. ..
Natalie widząc moją reakcję przykucnęła obok mnie ale ja nie kontaktowałam jeszcze jakieś kilka minut. 
- Co ona powiedziała? - słyszałam jedynie głosy dziewczyn
- Przeklneła po polsku... - szybka odpowiedź- Lee? Co się stało? - tym razem zwróciła się w moją stronę. Teraz już nie wytrzymałam i łzy poleciały po moim policzku. Nie mogłam być w ciąży! To po prostu nie mogła być prawda! 
- Kathlee, nie wiem co się stało ani jak i z kim ale nie mamy jeszcze pewności więc się uspokuj - obok mnie zjawiła się El i zaczęła mnie uspokajać. Fakt, przecież to jeszcze nie jest pewne. Uspokoiłam się trochę, ale tylko trochę... I tak dobrze, że chłopaków nie ma w domu. 
- Powiesz nam? - spytała bardzo powoli Natalie, tak jakby się bała wypowiedzieć te słowa. Ja pokiwałam tylko lekko głową po czym dodałam
- Obiecuję, że powiem wam wszystko, ale mogę najpierw mieć pewność? 
- Pojadę do apteki! - zadeklarowała się Eleanor 
- El, wydaje mi się, że lepiej jak Natalie albo ja kupimy test. Mogą ci zrobić zdjęcie i wg...
- Ciebie też już rozpoznają... Natalie? 
- Nie mam prawa jazdy... Daleko to? 
- Dwie ulice dalej
- Dam radę, przejdę się. Z ulicy w prawo czy lewo? 
- W lewo a potem musisz skręcić w "Flower Street". 
- Dobra, czekajcie tu - po tych słowach narzuciła na siebie kurtkę i wyszła z domu. Chyba wszystkie byłyśmy zdenerwowane. Dziewczyny do tego nic nie wiedziały. Natalie zapewne myśli że to dziecko Kamila. Ja za to mam mętlik w głowie. Gdyby jednak okazało się że jestem w ciąży napewno nie zrobiłabym nic dziecku, pokochałabym je, ale jedno jest pewne. ON się o TYM a właśćiwie o nim nie dowie... Bo co bym miała powiedzieć? Wiesz przespaliśmy się ze sobą, nic nie pamiętasz z resztą ja też nie, no oprócz rana i tak się składa że jestem w ciąży. Gratuluję?

******
Obie siedziałyśmy na kanapie, obie się denerwowałyśmy... ja siedziałam nieruchomo za to El chyba rozpierała energia... Aż się dziwie że jeszcze siedzi... Dziewczyna nerwowo bawiła się palcami i tak jak myślałam po chwili wstała i zaczęła chodzić po pokoju. Ja właściwie nie robiłam nic, nie wiedziałam co zrobić, co myśleć, miałam jednak nadzieję, że to okaże się po prostu pomyłką a wszystkie wymioty i bóle głowy były spowodowane tylko i wyłącznie chorobą. Znowu zerwałam się z kanapy biegnąc do łazienki. Oczywiście Eleanor zaraz była obok mnie. Naprawdę starałam się myśleć optymistycznie, no bo czy naprawdę trzeba mieć takiego pecha żeby zajść w ciążę w tym wieku i do tego nic nie pamiętać, a z ojcem dziecka nie być?! Oczywiście jak takie rzeczy to tylko mi się przytrafiają. Ale nic nie jest jeszcze pewne i najchętniej przedłużyłabym ten czas jak najdłużej. Chociaż czy wolę żyć w nieświadomości? Chyba tak...
Jednak moje marzenia aby nie znać prawdy z każdą chwilą były coraz bardziej nierealne, gdyż w domu pojawiła się z Natalie z 4 opakowaniami testów ciążowych w ręce... Podeszłam do niej powoli, cała w nerwach. Dosłownie nigdy się tak nie stresowałam. Jeszcze do niedawna myślałam, że to egzaminy gimnazjalne były najbardziej stresujące w moim życiu. A w porównaniu do tego co teraz czułam... to tamto to było nic.. To tak jak porównać wiejskiego spożywczaka do pałacu prezydenckiego xd. Ta wiem... niezbyt trafne porównanie ale dobrze, że w obecnej sytuacji, jeszcze myśle... Drżącą ręką chwyciłam opakowania i z powrotem udałam się do łazienki. Dziewczyny czekały w salonie. Wykonałam wszystko według instrukcji, po czym odłożyłam testy i wyszłam z łazienki. Musiałam trochę poczekać, a nie chciałam tam siedzieć przez 15 minut, dlatego udałam się do dziewczyn. Po drodze nalałam sobie mleka do szklanki i usiadłam pomiędzy dziewczynami na kanapie.
- I...? - spytała po chwili Natalie
- Nie wiem, muszę poczekać.... - odpowiedziałam po czym odłożyłam pustą szklankę na stolik i wlepiłam wzrok w obraz wiszący na ścianie. Szczerze mówiąc nigdy nie wydawał się bardziej interesujący niż w tym momencie. Chyba siedziałam tak z 20 minut...
- Kathlee? Chyba już.. - zaczęła po woli Eleanor, po czym odwróciłam się w jej stronę.
- Idziecie ze mną... chcę, żebyście wy mi powiedziały...- obie lekko się uśmiechnęły po czym wszystkie wstałyśmy z kanapy. W drodze do łazienki Nat szepnęła mi na ucho "Nie denerwuj się tak". Kiedy byłyśmy u celu, ja zatrzymałam się w drzwiach i starałam się nie patrzeć na dziewczyny. Jednak nie udało mi się... obecnie obie patrzyły na siebie z szeroko otwartymi oczyma, trzymając w ręku testy...
- I... - zapytałam podchodząc bliżej do nich, chociaż najchętniej zostałabym tam i nie pytała się o wynik...
- Ymm - zaczęła Eleanor - no wiesz... wszędzie pozytywny.... - zamarłam, dosłownie. Zamknęłam oczy, kładąc swoją dłoń na oczach i osunęłam się na dół, siadając z kolanami podciągniętymi do głowy.
Nie chodzi o to, że nie chcę mieć dzieci, ale ja mam TYLKO 18 lat! A on? Nie.... to jest jakaś pomysłka... Proszę to tylko jakiś głupi sen! Zaraz pojawi się ta za przeproszeniem rąbnięta Lee i to będzie tylko sen, tak tylko zły koszmar... Zaraz się obudzę, znowu na jachcie, TAMTEGO ranka, w swoim łóżku... i to się okaże tylko wytworem mojej wyobraźni... Proszę.... Nie musiałam długo czekać a obok mnie pojawiła się Natalie i Eleanor. Obie przykucnęły obok mnie i mnie przytuliły zapewniając że wszystko będzie dobrze.
Jak ma być dobrze? Ja nie będę dobrą matką! A z resztą dziecko potrzebuje OBU rodziców. A powiedzenie mu o ciąży nie wchodzi w grę... Tego jestem pewna!
- Nic nie będzie dobrze, dziewczyny... jak wy to sobie wyobrażacie? Mam 18 lat, jestem w ciąży, jestem na utrzymaniu Louisa, a moi rodzice chyba o mnie zapomnieli... - dodałam zanim ugryzłam się w język. Obie wytrzeszczyły oczy ze zdziwienia. Fakt... o tym wiedział tylko Harry. - wytłumaczę wam za chwilę, coś czuję że długa rozmowa nam się szykuję... Wszystkie wstałyśmy, dziewczyny chciały iść do salonu ale uznałam, że lepiej będzie u mnie w pokoju. Elka zrobiła nam wszystkim herbatę, po czym poszłyśmy na górę. Do mnie chyba nadal nie docierało, że za dziewięć miesięcy będę matką... no właściwie już jestem...
Usiadłyśmy na moim łóżku. Obie wpatrywały się we mnie. Było po nich widać że są ciekawe ale również smutne.
- Lee, proszę nie przejmuj się tym tak. To nie jest koniec świata. Dasz sobie radę. - przerwała lekko niezręczną ciszę Nati - ja nie chcę się wtrącać ale uważam, że ojciec dziecka powinien wiedzieć, a jest nim Kamil prawda? - no i tu mnie ma! Zamknęłam oczy i naprawdę powoli i leciutko pokręciłam przecząc głową. Otworzyłam oczy. Obie wpatrywały się we mnie z mega zdziwieniem w oczach. Szczerze to byłam lekko przerażona tak na nie patrząc...
- To w takim razie kto? - ponownie nieręczne pytanie, tym razem padło z ust dziewczyny mojego kuzyna.
- Styles - szepnęłam tak cicho, że ledwo sama siebie słyszałam
- Kto? - spytał El
- Styles - szepnęłam ani pół tonu głośniej
- Kathlee, nic nie słyszymy - dodała spokojnie Natalie 
- Kurwa Styles! S-T-Y-L-E-S ! Harry Styles! Mówi wam to coś? - krzyknęłam, pod wpływem emocji.
Jeśli sądziłam, że one były zdziwione kiedy dowiedziały się, że jestem w ciąży to nie wiem w jakim stanie są teraz. Zastygły w bezruchu
z mega wyszczerzonymi oczami, aż się bałam, że im zaraz wylecą xd. Ale fakt sama w to nie wierzyłam, a przynajmniej nie chciałam wierzyć, ale to już wiecie, więc przejdźmy dalej... Pomachałam im ręką przed twarzą, żeby się ocknęły.
- To.. wy..wy.. jesteście razem? - zapytała nadal nie zmieniając swojej pozycji Natalie.
- Nie - szybko odpowiedziałam, spuszczając głowę... jeszcze wezmą mnie za jakąś dziwkę... a przecież nią nie jestem. Ja nawet nic nie pamiętam!
- Chyba czegoś nie rozumiem... - tym razem Elka pokręciła głową i swoje oczy wlepiła w moją osobę.
- Zapewne. Ja też tego wszystkiego nie ogarniam... No z tego co udało mi się wywnioskować, ponieważ nie pamiętam z tego wieczoru za wiele, to.... no..ten tego.. przespałam się z nim a dokładniej to w dzień imprezy na jachcie. Podpytałam go rano i nic nie pamięta, albo bardzo dobrze to ukrywa ale myślę, że to pierwsze. No zamierzałam to zostawić tylko dla siebie i o tym zapomnieć ale chyba się nie uda... Nie chcę, żebyście wzięły mnie za jakąś dziwkę okay? Ja na prawdę nie wiem jak to się stało i dlaczego, nawet pijana się zgodziłam ale nie pamiętam... Znowu mam się rozpłakać? Nie! Już nie chcę płakać... Ten wyjazd chociaż dość nagły, kompletnie zmienił moje życie, ale nie myślałam że aż tak. Kuźde znowu rozczulam się nad sobą! A miałam z tym skończyć...
- Powiesz mu prawda? - taa... a wydawało mi się, że Nat mnie zna...
- Chyba Cię porąbało!!! - ojć... - Nati, przepraszam... nie chciałam tego powiedzieć...
- Spokojnie
- Błagam was, obiecajcie mi, że mu tego nie powiecie, jemu ani nikomu innemu
- ale..
- Bez ale.. proszę was. On ma swoje życie a ja swoje i co ma być to będzie. Obiecujecie?
- Tak - odpowiedziały po chwili namysłu, a ja odetchnęłam z ulgą. Na razie to nikt nie dowie się o mojej ciąży i zamierzam to ukrywać tak długo aż będzie to możliwe.
- Oni w końcu się zorientują... (powiedziała El) - niby tak...
- Ale na pewni nie zorientują się że ojcem jest Harry
- A jak tu jest podsłuch?
- Natalie nie jesteśmy w filmie....
- Wracając do tematu. Oni na pewno zorientują się że jestem w ciąży ale ma to nastąpić najpóźniej jak to się da. Tak wiem, kłamstwo ma krótkie nogi ale tak będzie najlepiej....

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział Czternasty

- Liam - 
- Hiszpania -

Po wczorajszej rozmowie z Kathlee postanowiłem już dalej nie zwlekać. Co prawda nic konkretnego od niej nie wyciągnąłem, a dała mi jasno do zrozumienia że ona nie zamierza się mieszać. Cytuję Lee "Wszystko w twoich rękach". No ale chociaż dowiedziałem się jakiej broni mam użuć - czerwony tulipan. Tylko skąd ja teraz go wytrzasnę?! Mogę zamówić przez internet xd ale nie podam adresu bo lrzecież my jesteśmy na jachcie. Ale mam plan... Jest wcześnie, bo dopiero 6.00 i dam sobie głowę uciąć że wszyscy jeszcze śpią. Ubrałem szarą bluzę i czarne okulary po czym wyszedłem z mojego pokoju. W salonie spała Natalie a obok niej Niall z gitarą na kolanach. Na ziemi leżało kilaka opakowań po chipsach i żelkach. Musili siedzieć do późna. Normalnie to poszedłbym po Louisa i obudziłbym jakoś szatańsko Nialla ale obok była Natalie a jeśli mój plan kupienia kwiatów ma wypalić to najlepiej by było jakby do mojego powrotu spała więc po prostu wyszedłem. Przedostałem się na plaże a następnie w stronę miasta. Większość sklepów była jeszcze zamknięta... Ale szedłem dalej z nadzieją. No i znalazłem. Moim wybawieniem okazała się być starsza pani siedziąca przy stoliku z bukietami kwiatów. Na moje szczęście pośród nich znalazły się również tulipany, do tego czerwone. W obawie przed tym że jeden może nie "zadziałać" wziąłem wszystkie jakie ta kobieta posiadała, tak więc wracałem z 40 tulipanami w ręce... Po drodze jeszcze wstąpiłem do spożywczaka, który został właśnie otwarty i kupiłem świeże bułki oraz jednodniowe soki. Kiedy wróciłem było po 7. Oczywiście wszyscy nadal spali, co akurat teraz było mi na rękę. No tak, tylko mądry Liam nie pomyslał gdzie przechowa do wieczora 40 tulipanów...! No cóż... innego wyjścia nie miałem jak przechowac je u siebie w pokoju... Wywaliłem na podłogę wszystko co było we wiadrze, po czym nalałem do niego wody. Do środka wsadziłem kwiaty, wiadro zaś postawiłem za łóżkiem. Nic szczególnego nie miałem do roboty. Znając wszystkich to nikt jeszcze nie wstał, dlatego nie zostało mi nic innego jak posłuchac muzyki albo poczytac książkę. Mógłbym jeszcze wyjść na spacer, ale dopiero co wróciłem... więc to odpada. Położyłaem się na łóżku zakładając słuchawki i włączjąc piosenkę. Chwyciłem telefon i wszedłem na TT. Oczywiście jak zawsze pełno wiadomości od fanów, ale nigdy mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwinie. Lubię je czytać, oglądac zdjęcia jakie wysyłają. Ale nie zawsze mam czas odpowiedzieć na wszystkie...
Właśnie czytałem jakąś wiadomość od fanki, kiedy przyszedł mi pomysł na piosnekę. Niby wakacje, a pracujesz cały czas... Ale jak ktoś lubi swoją pracę to czemu nie? Z resztą nikt nie powiedział że jeśli napiszę jakąś piosenkę to wykorzystamy ją jako One Direction. Po prostu bazgroły do zeszytu i tylko wyłącznie do zeszytu Liama Payna.
- Kathlee - 
- Hiszpania - 

Od wczoraj mój humor znacznie się poprawił, co oczywiście nie jest niczym złym. Po prostu to co było już tak zostanie i nic z tym nie zrobię. A po co się zamartwiać? Na razie nie mam z czego. Nikt nic nie wie (mam nadzieję) i niech tak zostanie a ja już do tego nie wracam. Tak więc koniec tematu. Ponieważ była godzina 9.30 co jak na mnie (już pewnie zdjążyliście zauważyć) jest dość wczesną porą więc nie zamierzałam jeszcze wstawać z łóżka. Zwłaszcza że wczorajczy dzień był męczący. Do tego ten durny sen. Właśnie... nigdy się jakoś nad nim nie zastanawiałam... Dziwne jest wogólę to że go pamiętam. Nie przypominam sobie abym kiedyś panowała nad swoim snem, mało to podczas niego wydaje mi się jakbym faktycznie tam była. I pamiętam wszystko... nawet swoje przemyślenia. To jest dziwne.. Ale nie sądze żeby ta Lee i wogólę ten świat istniał. To tylko sen... mam nadzieję... Chcąc czy nie chcąc myślałam na temat tego co wydarzyło się kilka dni temu, ale od razu odpędzałam te myśli. Bo właściwie to ja takiej 100% pewności nie mam. Chciaż... KURWA ja coś pamiętam! Nie, Kathlee! Koniec! Nie myślisz o tym! Tak, koniec! Musiałam się czymś zająć. Myśle że połowa naszego towarzystwa już wstała... Właśnie gdzie jest Natalie? Wygramoliłam sie z łóżka i poszłam do łazienki. Ponieważ moje włosy domagały się już umycia, poczyniłam to a następnie ubrałam się w miętową bluzkę z kołnierzykiem oraz krótkie, jeansowe spodenki. Na rękę założyłam złot bransoletkę z krzyżem oraz pierścionek. Na nogi nic nie założyłam bo uwielbiam chodzić na boso. Mama mnie zawsze za to ganiła... Właśnie mama... ciekawe co u nich.. Lee? Czy ciebie porabało? Rodzice się od ciebie odwrócili i nie odzywają się do ciebie a ty się zastanawiasz czy wszystko u nich w porządku... Ale ja nie umiem przesać ich kochać tak z dnia na dzień. No kto by umiał? Nic nie zmieni faktu że są moimi rodzicami. Wyszłam z łazienki i poszłam do kuchni, ponieważ byłam głodna. Nikogo nie było... No nie licząc Natalie i Nialla śpiących na kanapie. Wzięłam szklanę po czym nalałam do niej lodowatej wody. Podeszłam do moich przyjaciół i wylałam na nich całą zawartość. Natalie gwałtownie wstała a blondyn krzyknął, ja za to zaczęłam się głośno śmiać. Obydwoje "zabili mnie" wzrokiem i wytarli swoje twarze. Kilka chwil potem pojawiła się zeszta, "bo słyszała krzyki". Jak już wszyscy byli to usiedliśmy do stołu i zjedliśmy śniadanie. Plan na dzień dzisiejszy był jak dla mnie wspaniały. Mieliśmy płynąć na jakąś wysepkę, oczywiście w czasie podróży z dziewzynami zamierzamy opalać się na górnym pokładzie. Liam i Harry chcieli łowić ryby, co jak dla mnie jest normalnie mega pomysłowe, zwłaszcza że będziemy płynąć... Ale zdążyłam już zaobserwować że oni czasami naprawdę świecą inteligencją.... zauważliliście ten sarkazm, prawda? Po posiłku udałam się do swojego pokoju, w tym czasie przyszedł jakiś facet, który okazał się być marzynarzem. W końcu ktoś musiał prowadzić ten jacht nie? Zaczęłam przebierać się w bikini kiedy do pokoju wlazł Louis. Odruchowo chwyciłam bluzkę i zakryłam się nią. Za to chłopk śmiesznie zakrył oczy ręką.
- Cześć Louis, nie nauczyli cię w domu że się puka do drzwi? A w sumie fakt jak byłeś młodszy też wparowałeś mi do łazienki, ale myślałem że wyrosłeś z tego...
- Jeju, Lee, nie chciałem, sory... Szukam Eleanor.. Widziałaś ją gdzieś?
- Yyy.. nie... A gdzie szukałeś?
- No wszędzie!
- A na górnym pokładzie sprawdzałeś?
- Ojć... nie
- Jezu czy ty wogóle kontaktowałes na śniadaniu, kiedy El jasno objaśniła że zamierza się opalać? Z resztą tak samo jak ja i Natalie?
- Mmm...mogło mi wyjecieć z głowy - uśmiechnął się głupio.- Dzięki i jeszcze raz sory ;)
- Nic się nie stało - odpowiedziałam a mój kuzyn opuścił pokój, który dzieliłam z Natalie. Szybko dokończyłam przebieranie góry stroju na wypadek gdyby ktoś jeszcze kogoś szukał. Kilka minut później w pokoju zjawiła się moja przyjaciółka, która również zaczęła się przebierać. Kiedy usiadła na łóżku i mi się przyglądała zaczęłam się lekko bać. Bo na codzień ona tak nie robi. Nie tym spojrzeniem... A to nie wróżyło dla mnie nic dobrego...
- Siadaj - poklepała miejsce na łóżku obok siebie. Ja zaś zmróżyłam lekko oczy i wykonałam jej polecenie.
- Co jest? - spytała. Super... i znowu ktoś każe mi do tego wracać... ale nie ja nic nie gadam. Było minęło...
- Nic nie jest, co by miało być? - odparłam bez większego zastanowienia. Ona mnie zna za dobrze ale może się uda...
- Kathlee! Masz mi powiedzieć! Coś się dzieję, może nikt inny tego nie widzi, bo nie znają cię aż tak dobrze, i im możesz wciskać kit że nic nie jest, ale nie mnie. Znam Cię od podstawówki!
- Natalie - zaczęłam niepewnie - Proszę nie każ mi nic mówić, bo nie chcę. Nie chcę wracać do tego co było. Najlepiej jak po prostu nikt oprócz mnie nic nie będzie wiedział. A tobie Nat... powiem Ci ale jeszcze nie teraz.... Proszę... - szepnęłam- wzrok Natalie był przepełniony smutkiem, prejmowała się tym, przemowała się mną... jakie to słodkie. To fakt, jesteśmy jak siostry... Kiedy z trudem powstrzymałam łzy, których tak strasznie nie chciałam uronić wstałam, a za mną Natalie. Następnie udałyśmy się na górny pokład i przyłączyliśmy się do Eleanor, która leżała i próbowała się opalać o obok niej latał Louis i z tego co wywnioskowałam za coś ją przepraszał... Ja też chciałabym się kłucić z moim chłopkakiem (gdybym go miała oczywiście) o takie błachostki jak oni. Z pozoru a właściwie nie tylko z pozoru byli parą idealną... Kłucili się często ale z perspektywy osób trzecich było to po prostu śmieszne, bo naprzykład powodem ich sobotniej kłutni było to że Eleanor powiedziała że założy białą sukienkę a Louis uznał że w granatowej będzie lepiej... Więc sami widzicie że kłutnie na miarę trzeciej wojny światowej... Tak samo jak zawsze, było i w tym przypadku, Louis za wszelką cenę chciał przeprosić Eleanor, która starała się go ingnorować, śmiejąc się pod nosem. Ostatecznie El wybuchnęła głośnym śmiechem i pocałowała zdezorientowanego Louisa, który nie spodziewał się takiego obrotu spraw a Natalie stojąca obok mnie wypowiedziała głośne Awwwww! Większość dnia minęła nam właśnie na opalaniu i bezsensownych rozmwowach. Tematy były najprzeróżniejsze zaczynając od głupiutkich (ale jakże fascynujących dyskusjach) dotyczącyk "Który kolor lakieru do paznokci jest najlepszy?" "Która modelka ma ładny nos?" poprzez "Co będzie na obiad?" a kończąc na wspomnieniach z dzieciństwa i opowiadaniu o sobie. Cóż na mogłam powiedzieć? Dziećiństwo niby miałam super.. ale potem zaczynały się schody. Ostatecznie opowiedziałam Eleanor o Kamilu, oczywiście pomijając kilka szczegółów... Dowiedziałam się również trochę o El. Naprzykład to że jej rodzice się rozwiedli albo tego że boi się mórz i oceanów... Na co się bardzo zdziwiłam zwarzając na miejsce w którym obecnie się znajdujemy. Dziewczyna powiedziała że ostatnio postanowiła stawić czoła swoim lękom i uwierzcie mi jestem pełna podziwu! O boże! A gdyby teraz była burza?! Ja bym chyba umarła ze strachu! Ojć.. żebym tylko nie wykrakała... Ech! Nie mogę być taka przesądna... Nie wiem ile dokładnie tam siedziałyśmy ale było tyle śmiechu, że nawet nie liczyłam czasu. Wydaje mi się że Natalie również zaprzyjaźniła się z Elką, co mnie bardzo ucieszyło, ponieważ przez ten ostatni czas zaprzyjaźniłam się z tą dziewczyną a wiadomo że trójki zawsze najlepsze! No może nie w każdej sytuacji, ale.. ugh.. wiecie o co mi chodzi xd Czasami odwiedzali nas chłopacy, chcąc się przyłączyć ale jednogłośnie odpwiadałyśmy ze "impreza zamknięta, wstęp tylko dla kobiet". Tak więc aż do południa byłyśmy same.. co nie powiem bardzo mi odpowiadało, nie żebym była obrażona na chłopaków ale musiałam od nich odpocząć, uwieżcie mi, oni bywają bardzo męczący! W pewnym momencie jacht się zatrzymał, jednak nie było widać jeszcze wyspy na którą płynęliśmy. Niall zaczął krzyczeć że idziemy do wody. Eleanor powiedziała, że nigdy w życiu, ale Louis przyszedł po nią i zaniósł na dół. Z resztą ze mną nie było inaczej. Poniewaz żadna z nas się nie zgodziła, chłopacy postanowili zmusić nas siłą. Kilka minut później byłam w ramionach Harrego, a Natalie w Liama, którzy nieśli nas na dół. Wcisnęłi nam kapoki (nie wiem po co, bo umiem pływać, ale dobra)
Pomimo moich wielkich prostestów, kilka sekund później znajdowałam się w lodowatej wodzie. Z resztą tak samo jak reszta damskich i męskich osobników....

- Liam -
- Hiszpania, wyspa  -

Dopłynęliśmy około 17.00. Faktycznie jest tutaj tak pięknie jak mówili ludzie. A może nawet jeszcze ładniej... Dzień się kończył, a kwiaty tygodnia czekać nie będą... Właściwie za tydzień to my będziemy gdzieś w Australi... Ugh.. Paul nam wcisnął jakiś koncert na Sydney, ale potem wracamy i mamy wolne do końca wakacji więc spoko. Obecnie była 20.00. Kathlee poszła na spacer z Niallem i Zaynem, Harry siedzi w pokoju, a Louis i El też gdzieś zniknęli. Wyszedłem z mojego pokoju poszukać Natalie. Pomcichu wszedłem na górny pokład i ją ujrzałem. Siedziała z kolanami pod brodę i patrzyła w gwiazdy. Normalnie idealnie! Potknąłem się lekko i prawie się wywaliłem, na co ona się obruciła, ale ja zastygłem w bezruchu aż nie odwróciła wzroku. Kiedy już miałem pewność że nie patrzy w moją stronę, wróciłem spowrotem do mojego pokoju i wziąłem kwiaty. Teraz albo nigdy! Po raz kolejny wszedłem na górę. Szedłem na paluszkach aby nie zwrócić uwagi dziewczyny i kiedy byłem już za nią. Powiedziałem zgadnij kto to? Zakrywając jej, wolną ręką oczy. 
- Hmm, bardzo trudne zadanie... Kathlee? -zaśmiała się
- Ej, bo się obraże! Chyba nie mam aż tak damskiego głosu
- no nie, nie masz Liam
- O patrz zgadłaś, że to ja! - dodałem na co ona się zaśmiała i powiedziała pod nosem głupol...
- No to patrz co ten glupol dla ciebie ma! - odsłoniłem jej oczy 

- Natalie -
- Hiszpania, wyspa -

Liam odsłonił mi oczy a ja zobaczyłam wielki bukiet czerwonych tulipanów... Wyszczerzyłam oczy i nie mogłam wydusić ani słowa. Jednak po chwili mi się udało
- Tto.. Dla.. Dla mnie? - chłopak uśmiechnął się i pomachał głową 
- Jezu Liam, a z jakiej to okazji? 
- no bo.. No wiesz... Chciałem Cię zaprosić na kolację a bałem się że jeden tulipannie wystarczy i..
- sugerujesz randkę? - zaśmiałam się na co on nie pewnie pomachał głową - z wielką przyjemnością - uśmiechnęłam się, a on jakby odetchnął z ulgą. 
Chyba nie dotarło do mnie to że Liam Payne, który skrycie mega mi się podobał właśnie zaprosił mnie na randkę... Mnie! 

* 3 dni później* 
- Kathlee -
- samolot - 

W tym momencie znów siedzę w tej cholernej maszynie i lecę tym razem do Londynu. Nasze wakacje na jachcie się już skończyły. Chłopacy muszą wyjechać, a ja i Natalie zostaniemy w domu i będziemy robić pewnie to co w Polsce. Filmy, długie rozmowy, zakupy, filmy, rozmowy, spanie, ogólnie bardzo dużo ciekawych rzeczy :) A tak wogóle to muszę poszukać jakiejś szkoły, ostatnio Louis mi się pytał. W końcu połowa lipca a ja nadal nic nie wybrałam... 

środa, 12 lutego 2014

Rozdział Trzynasty

CZYTASZ=KOMENTARZ

- Kathlee -
- jacht, plaża, Hiszpania -

Nie za bardzo wiedziałam co zrobić. Byłam... Przerażona? Było bardzo wcześnie, dochodziła 6.00 co jak na mnie i do tego po imperzie było bardzo wcześnie, ale w tym przypadku cieszyłam się, że obudziłam się tak wcześnie. Chwyciłam bluzę oraz słuchawki i wyszłam. Panował jeszcze zmrok ale stopniowo się przejanjało. Nałożyłam na uszy słuchawki i puściłam playlistę, ktora nazwałam "na zły humor". Wiecie jak mi smutno, słucham przygnębiających piosenek. Mądre nie? Ale mi to pomaga. Przeszłam przez pomost i przedostałam się na plaże. Chodziłam ze stopami w wodzie. Nie była ciepła, ale nie przeszkadzało mi to. Po chwili poleciało mi kilka łez. Poprostu miałam mętlik w głowie i milion pytań na minutę. Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Nie wiem ile tak chodziłam ale po przesłuchaniu wszystkich piosenke obróciłam głowę i zobaczyłam że mały dystatns to nie był. Na zegarku wyświetlała mi się 9.27 więc postanowiłam zawrócić. W sumie po powrocie dalej kontynuowałam moją zaciętą walkę z myślami tyle że siedząc w kuchni i popijając chyba już 100 herbatę tego ranka.


- Harry - 
- jacht, Hiszpania -

Obudziłem się rano, no może nie do końca rano, bo zbliżała się 13. Głowa bolała mnie niemiłosiernie i do tego jestem mega zmęczony. Z wczorajszego wieczoru w sumie nie pamiętam zbyt wiele. Impreza, tańce potem nasze epickie picie no i.... No i w sumie nic więcej nie pamiętam. No ale to u mnie nie nowość. Wstałbym ale nie chce mi się. Jednak mój ból głowy się nasilał a ja potrzebowałem tabletki. Po woli, naprawdę po woli , bo zajęło mi to 15 minut, sposobem "jeszcze minutka" wstałem z łóżka. Ubrałem coś na siebie, bowiem spałem w mojej ulubionej piżamie (czytaj : bez ) i poszedłem do kuchni. Zastałem tam śpiącego Nialla, trzymającego w ręku paczkę żelków i Lee, która wyglądała jak siedem nieszczęść. Miała podkrążone oczy i tępo wpatrywała się w kubek herbaty, który trzymała w ręku. Albo była mega zmęczona albo coś się stało. A ja zamierzam dowiedzieć się czy jest coś konkretnego na rzeczy. Podszedłem do szafki, nalałem sobie wody do szklanki ale nigdzie nie mogłem znaleźć tabletek.
- Lee, wiesz może gdzie są jakieś leki na ból głowy? - dziewczyna lekko podskoczyła, zapewne myślała że jest tu sama. Po chwili obróciła głowę 
- A to ty - odetchnęła. - Nie strasz mnie tak. Co mówiłeś? A tak, tu leżą - podała mi opakowanie, nadal patrząc pusto przed siebie.
Chwyciłem opakowanie i wyciągnąłem dwie tabletki po czym popiłem je wodą. 
- Co się dzieje? - spytałem siadając obok
- nie, nic się nie stało - ta.. Zgrywała głupią.
- Przecież widzę. 
- Naprawdę nic takiego. Lepiej zmieńmy temat. Jak tam wczoraj impreza? - spytała i pierwszy raz na mnie spojrzała, ale ona.. Czy ona się bała?
- Chyba dobrze, nie wiem, nie pamiętam...
- Nic? - spytała szybko
- Nie no coś tam tak - wytężyłem umysł...- tańczyliśmy - tu ona wyszczerzyła oczy- potem wszyscy piliśmy no i więcej nie pamiętam - mało zauważalnie ale odetchnęła z ulgą? Kurde co się stało? 
- Coś ukrywasz... - dodałem po chwili- nie wiem co, ale się dowiem. 
- nie dowiesz - szepnęła do siebie jednak wystarczająco głośno abym mógł ją usłyszeć.
- Słucham?
- Co? Ja nic nie mówiłam. Z resztą nie masz się czego dowiedzieć, ja z imprezy też nie pamiętam więcej niż ty... 
- No dobra... - powiedziałem ale i tak nie byłem przekonany. Może i znam ją krótko, ale zdążyłem ją poznać a już na pewno zaobserwować jej zachowania i teraz na pewno coś ukrywa.

- Kathlee -
- jacht, Hiszpania - 

Co ja miałam mu powiedzieć? Najlepiej będzie jak NIKT o niczym nie będzie wiedział. A ja za kilka dni zapomnę i będzie jak dawniej. Musze tylko zachowywać się normalnie, bo jeśli Styles coś zauważył to Natalie wyczyta wszystko z mojej twarzy. 
- Chcesz coś do jedzenia? - spytał chłopak jednocześnie wyrywając mnie z zamyśleń.
- Nie, dzięki, nie jestem... - przypomniałam sobie moje postanowienie - no dobra, możesz zrobić kanapkę. 
- Może omlet z serem i pomidorami? - zrobił hmm... Jak nazwać tą minę, była mm... dziwna.
Rozbawiona pokiwałam głową na znak że się zgadzam i wykrzywiłam usta w lekki uśmiech, który zapewne w żadnym stopnie nie przypominał mojego uśmiechu, ale trudno... starałam się.
Podeszłam do blatu i wstawiłam wodę na herbatę. Śniadanie zjedliśmy sami. Nikt nie pofatygował się zejść na posiłek mimo że było po 14.00. Nawet Niall się nie obudził... No w sumie kto normalny je śniadanie o 14? Nie byłam aż tak głodna, ale moje oczy wygrały i zjadłam całą zawartość mojego talerza z czystego łakomstwa. 
Oczywiście wszystko było pyszne, co tylko pomogło mi przybrać na wadze. Niestety... Ach, te przeklęte kilogramy... Ale dobra, nie narzekam bo na razie nie mam na co. Po skończeniu posiłku i po posprzątaniu udałam się do mojego pokoju. Zastałam tam Natalie leżącą w łóżku, nie spała, ale nie zapowiadało się na to aby w najbliższym czasie wyszła z łóżka. Uśmiechnęłam się do niej lekko, wiedząc że ma kaca i lepiej jej nie denerwować a potem usiadłam na łóżku i ponownie włączyłam muzykę. Wyciągnęłam z walizki książkę i zaczęłam ją czytać. W tym czasie moja przyjaciółka zdążyła się ogarnąć z iść na dół zrobić sobie kanapkę. Ja cały czas czytałam. Wciągnęła mnie i nim się obejrzałam była 19.00.  Byłam zmęczona, bo w przeciwieństwie do innych osób, które nie jestem pewna czy w ogóle dzisiaj wstały z łózka miałam ciężki dzień. Poszłam umyć zęby, założyłam luźny T-shirt i położyłam się na łóżku. Nie zamierzałam zasypiać, ale tak wyszło... Po chwili już spałam.

~ SEN ~
Znowu. Znowu ten dziwaczny sen! Do cholery przecież on jest porąbany! Jakaś laska, która stoi obok wmawia mi że jest mną. Haloo?! Gdzie tu logika? Do tego nie miałam dzisiaj ani siły ani ochoty na rozmowę z nią. 
- Witam ponownie -ojej,  jakże miłe powitania, aż rzygać mi się chce 
- Hej - burknęłam
- Rozmowna jesteś... Widzę że humoru nie masz. - no coś ty? Amerykę odkryłaś! Nie odpowiedziałam tylko podniosłam na nią wzrok. Jak jest mną to powinna wiedzieć że nie, prawda? 
- Dobra co Cię gryzie? 
- Nic, nie zamierzam się nikomu zwierzać a już na pewno nie tobie. Pojawiasz się w moich snach i wmawiasz mi że jesteś mną. Powinnaś się leczyć! Co mam zrobić żeby się z tąd wydostać?! 
- Jak nie to nie... Kiedyś zrozumiesz... 
- A jak nie? - krzyknęłam. 
- Mamo, jestem głodna- powiedziało jakieś dziecko, które uczepiło się tej baby. Ona zaś wzięła je na ręce i mi podała - Ta pani się tobą zajmie- spojrzałam na nią moim wzrokiem " WTF?" I dodałam że nie będzie mi rozkazywać. Ale chwile potem jej nie było, a ja miałam w ręku czyjeś dziecko. Na oko dziewczynka miała może z cztery latka. Nie no, ten sen z razu na raz jest coraz bardziej porąbany. Jednak w tym momencie moim problemem było to dziecko które cały czas nawijało o tym że jest głodna. Przypomniałam sobie słowa tej całej Lee z mojego poprzedniego snu. "Masz nad snem kontrolę ale nie całkowitą. Jeśli czegoś zapragniesz to się tutaj pojawi. Jesteś głodna? Pomyśl o czymś do zjedzenia. Chcesz pić? Pomyśl o czymś do picia. A to się zjawi."
Co chcesz jeść? 
- czekoladę
- ale tym się nie najesz - jezu co się ze mną dzieje, co mnie obchodzi co ona zje? To znaczy nie żebym nic sobie nie zrobiła z tego że by jej się coś stało, ale żeby od razu zachowywać się jak swoja matka.
- No to naleśniki z Nutellą - oczy jej się zaświeciły. Te oczy to ja skąś znałam ale w końcu to sen nie?
- No dobra... Tylko skąd ja ci mam je tu wziąć? 
- Pomysł o tym
- A ty nie możesz? 
- Nie, bo nie mam skończonych 14 lat -o czym ta mała gada? No dobra. - Pomyślałam i co? 
- Zaraz się pojawią... - Tak jak mówiła, po chwili znikąd pojawiły się naleśniki. Mała zaczęła je jeść, oddając mi jednego. Ja za to nie mogłam pojąć zkąd się to tu wzięło... Po tym jak dziewczynka, której imienia nie znałam zjadła, znowu pojawiła się Lee. Wzięła ją i powiedziała - Polubiłyście się, to dobrze..  a potem obie zniknęły. Ja za to się obudziłam

**********

Obudziłam się o 21.00. Nie spałam za długo, ale teraz nie zasnę. Tak już mam, jak się obudzę po na przykład jednej godzinie to już nie zasnę tak szybko. Wstałam i zeszłam na dół. Wstawiłam sobie wodę na herbatę i udałam się na kanapę. Siedział tam również Liam, który niby coś oglądał ale w rzeczywistości chyba go to nie interesowało.
- Co tam? - spytałam siadając
- A nic, a u ciebie?
- No.. okay - nie będę nikogo zadręczać
- Mogę Ci zaufać? - spytał spoglądając na mnie. Nie spodziewałam się tego. A akurat z Liamem spędziłam najmniej czasu. Ale pokiwałam głową, że tak.
- Przejdziemy się? - zaproponował
- No ok, tylko pójdę po bluzę.
Kilka minut później byliśmy na plaży. Chodziliśmy przy brzegu, ale teraz nie odważyłam się zamoczyć nóg i tak mi już było zimno.
- To o czym chciałeś porozmawiać?
- Wiesz... yym. no bo przyjaźnisz się z Nati
- no tak.... - nie za bardzo wiedziałam o co mu chodzi
- no, ona... ugh.. podoba mi się no....
- Ha! Wiedziałam! - zaczęłam skakać
- Kathlee! Ogarnij się!
- Ojć, sorka.... Wiesz, Liam... uważam że powinieneś z nią pogadać. A i oczywiście nie zapomnij o czerwonym tulipanie.
- Czerownym tulipanie?
- No oczywiście, jak dasz jej takiego kwiata to normalnie jest twoja. Wiem co mówię, kiedyś w podstawówce taki największy debil w klasie się w niej podkochiwał i usłyszał że ona takie lubi. Przyniósł jej i się spytał czy pójdzie z nim na bal. A ona nie umiała odmówić, mimo że go nie znosiła - zaśmiałam się na to wspomnienie, ach te czasy..... On również się zaśmiał. Pochodziliśmy jeszcze trochę. A kiedy zrobiło się chłodniej postanowiliśmy wracać. Polubiłam go, tak naprawdę to chyba pierwszy raz rozmawiałam z nim tak dłużej a on od razu mi zaufał. No wieże w niego! Nie może tego skopać. Już widzę go z Natalie, trzymających się za rączkę.... Aww! Kiedy po raz kolejny tego dnia położyłam się do łóżka, zasnęłam już na dobre tym razem obyło się bez tego idiotycznego snu....

- Natalie - 
- jacht, Hiszpania -

Dzisiaj prawie cały dzień leżałam lub spałam, tak więc teraz nie za bardzo miałam na to ochotę. Kathlee z tego co wiem już zasnęła. Nie zdążyłam z nią pogadać, ale coś się dzieje. Była jakaś przygnębiona... no nie wiem, pogadam z nią jak wstanie. Udałam się do kuchni i otworzyłam paczkę żelków. W "salonie" siedział Niall z gitarą i coś grał. Nie chciałam mu przerywać więc stałam pod ścianą i słuchałam. Jakoś nie specjalnie słucham One Direction więc nie wiem jak śpiewają czy grają. Ale blondynek nieźle sobie radził. Kiedy skończył zaczęłam bić brawo po czym podeszłam do niego i w nagrodę poczęstowałam go żelkiem. Ponieważ jemu też nie chciało się spać postanowiliśmy posiedzieć i pograć na gitarze. Kiedyś się uczyłam i bardzo lubię grać, ale chłopak był ode mnie o wiele lepszy w te klocki. Kilka utworów nawet pośpiewałam co w towarzystwie kogoś zdarzało mi się bardzo rzadko. Niall jest bardzo pozytywną osobą. Często się śmialiśmy, ogólnie wszyscy są bardzo mili i wogóle. Jeśli Kathlee postanowi zamieszkać w Londynie na stałe może ja też to rozwarze. Miasto super, z reszta co mam robić sama w Polsce? Tak około 2.00 oboje zasnęliśmy w salonie.