sobota, 19 lipca 2014

Rozdział Osiemnasty

- Kathlee 
- London, Anglia -

Dzisiaj jest już wtorek co oznacza, że za trzy dni mam lot do LA. To znaczy ta impreza jest dopiero w niedzielę, ale chłopacy się uparli, że mamy przyjść na koncert i kupili nam wcześniejsze bilety. Jeszcze nie byłam na ich koncercie, jak na ten moment nie za bardzo chcę mi się iść, na szczęście czuję się już znacznie lepiej. Natasha mówi że do niedzieli nie powinnam mieć już większych problemów. Jestem jej naprawdę wdzięczna, ponieważ dzięki jej poradom naprawdę jest o wiele lepiej. Teraz jest dokładnie 3.21, leżę w łóżku i od kilku godzin nie mogę zasnąć. Nie dość że z własnej głupoty wypiłam kawę o 22.00, obudziłam się po 12 w południe a do tego jest burza... I znowu się masakryczne boję. Tyle, że ostatnio było pełno ludzi w domu a teraz nie.Eleanor wczoraj wróciła na kilka dni do swojego domu, a Natalie śpi jak zabita. Normalnie świetnie! W moim pokoju co chwilę jest tak jasno jak w południe przez błyskawice, które są za oknem. Dzisiejsza burza jest gorsza od tej, która była na początku mojego pobytu w Anglii. Jest o wiele głośniejsza i silniejsza. Mam wrażenia jakby była tylko wokół naszego domu. Myślę, że spokojnie mogę nazwać to miejsce moim domem. Wiem, że nie zostanę tu na zawsze ale przywiązałam się do tego miejsca. I jak na razie nie chcę myśleć o ponownej przeprowadzce.W pewnym momencie jakby mnie oświeciło! Kiedy goniłam Styles'a przed wyjazdem do Hiszpanii, pobiegł na strych, przebiegając przez taki mały pokoik. Bez okien! Nie wiem czy będzie tam ciszej, ale przynajmniej nie będę widzieć tych piorunów, bo w pokoju, w którym aktualnie przebywam nawet rolety i zasłony nie pomagają... Wygramoliłam się spod kołdry, ubrałam bluzę, która leżała przy łóżku, po czym aż podskoczyłam gdyż kolejny piorun trzasnął. Mogłabym przysiąc, że było to w moim najbliższym otoczeniu. Szybko chwyciłam za cieplutki i za razem milutki niebieski koc, który leżał na moim łóżku i z prędkością światła wyszłam z tego pokoju. Na korytarzu było jeszcze gorzej. Ani żywej duszy. Serce mi podskoczyło do gardła, gdy zobaczyłam cień wazonu, stojącego w rogu, ponieważ w pierwszej chwili pomyślałam, że faktycznie ktoś tam stoi. Nie tracąc czasu udałam się schodami na dół, uwarzając przy tym aby z nich nie zlecieć. Potem próbowałam przypomnieć sobie gdzie muszę skręcić aby dotrzeć do mojego celu. Za łazienką w lewo, potem w prawo i drugie drzwi po lewej. Chyba... Coś pokręciłam, ponieważ zamiast do małego pokoiku bez okien, wlazłam do dość dużego z oknem na całą ścianę. Na pozostałych trzech ścianach było pełno półek, a na nich jakieś statuetki, nagrody... mniejsza z tym. Czym prędzej wylazłam z tego strasznego, w tym momencie, pomieszczenia i zamiast w lewo skręciłam w prawo. Tak, tym razem odetchnęłam z ulgą, gdyż byłam tam, gdzie chciałam. Było zupełnie ciemno. "Pogmerałam" przez chwilę aż znalazłam włącznik światła. Rozejrzałam się dookoła. Ostatnio nie miałam za dużo czasu aby dokładnie przeanalizować wygląd pokoju, ale teraz tak. Był bardzo przytulny taki spokojny. Na środku błyszczących się paneli, leżał wielki puchaty biały dywan, który zajmował większą część małej powierzchni. Nie znajdywało się tutaj nic po za tym dywanem i lampki stojącej w rogu. Ściany były kremowe, ale jedna z nich była ciemniejsza - brązowa. Wisiał tu jeszcze obraz przestawiający wieżę Eifla. Dopiero teraz zauważyłam, że na ścianach, tuż przy suficie są porozwieszane lampi, takie jak zakładamy na choinkę. Za wszelką cenę chciałam, je zapalić, ale nie miałam pojęcia jakim sposobem. Wzrokiem udało mi się odszukać kabel, który trzeba było podłączyć do prądu. Z jednej chwili wszystkie się zapaliły. Stało się tu jeszcze przytulniej. Piękniej. Podeszłam do głównego włącznika światła i je wyłączyłam, zostawiając tylko małe lampki. teraz było jeszcze ładniej i gdyby nie odgłosy z zewnątrz napewno udałoby mi się zasnąć bez problemu. Niestety taka już moja natura i na burzę reaguję tragicznie. Usiadłam na wielkim puchatym dywanie, a właściwie położyłam się na plecach opierając się na łokciach.
Trochę się jednak u mnie pozmieniało. Czy tylko ja zawsze musiałam mieć takie pokręcone życie? Nie mówię, że jakieś fatalne, bo kilka moich znajomych miało o wiele gorzej odemnie ale moje życie po prostu jest dziwne a los wręcz uwielbia mi robić niespodzianki. A tak naprawdę wszystko się zaczęło od poznania Kamila. Potem przyłapałam go z tą blondyneczką (nie żebym miała coś do blondynek, w końcu sama nią jestem) ale ta dziewczyna była blondynką z charakteru. Zerwałam z nim. Chociaż nie wiem czy to bardziej nie on ze mną, mniejsza z tym. Poszłam do klubu. Upiłam się. Pobiłam tą sukę. Rodzice mnie porzucili i tak trafiłam tutaj. Gdy już wszystko wskazywał na to, że obędzie się bez niespodzianek i jak już pogodziłam się z tym, że rodzice nie chcą mnie znać - zaszłam w ciążę! Nigdy w życiu bym jej nie usunęła ale gdybym mogła jakoś zapanować nad sobą tamtego wieczoru nie zrobiłabym tego. Chodźmy z jego powodu. No bo przecież dziecko się w końcu kiedyś urodzi. Nie wiem jak długo uda mi się ukrywać ciążę a co dopiero fakt kto jest ojcem. Oczywiście chcę jak najdłużej. Może nie będzie to najlepsze wyjście dla dziecka, bo w końcu każdy potrzebuje rodziców. Zarówno matki jak i ojca. Na początku bardziej matki, ale nadchodzi taki moment kiedy to ojciec jest Ci potrzebny, zwłaszcza dla chłopaków. Wiem, że dla Harr'ego niewiedza będzie lepsza i łatwiejsza, bo w końcu kto chciałby mieć dziecko ze swoją koleżanką? Przyjaciółką? Czy kim tam dla niego jestem. Może zwykłą dziewczyną, która mu za przeproszeniem dupę zawraca. Nie wiem, po prostu co to będzie. Tak bardzo chciałabym o tym nie myśleć. Iść teraz na studia, w Polsce. Wracać do domu i czuć obiad, który ugotowała moja mama. W szkole poznałabym jakiegoś chłopka, w którym bym się zakochała, chociaż nie teraz już nie widzę takiej opcji. Nie kiedy mam Harrego. No właśnie go nie mam.... Ale zakładając że go nie znam. On zakochałby się we mnie. Po studiach zamieszkalibyśmy razem. Po jakimś czasie wzięlibyśmy ślub. A potem urodziłoby się nam dziecko. Zaplanowane. O którym obydwoje wiemy i oboje chcemy. Bylibyśmy starsi, mądrzejsi. Ja miałabym pracę, miałabym jak je utrzymać...
Tak to moje słynne "co by było gdyby..?" Z resztą to i tak nie ma sensu. Do rodziców już nie wrócę, nie pójdę już teraz na studia. Najwcześniej za 3 lata. Ale może właśnie tak powinno być? Może gdybym żyła tak jak w moich myślach byłoby w moim życiu nudno? No w tym obecnym raczej nie będzie. To jest pewne. Chyba nie pozostaje mi nic jak być dobrej myśli czekać ja się to moje życie potoczy. Jestem więcej niż pewna że Natalie i El mi pomogą ale z drugiej strony nie chcę ich tak wykorzystywać. Jesteśmy młodzi i to że ja będę matką i stracę swój czas na "głupoty" i szalone rzeczy, które robi się właśnie w tym wieku a i tak wszystko się tym osobom wybacza, bo starsi i "ci doświadczeni" mówią "młodzi to głupi", "jeszcze nic o życiu nie wiedzą". Chyba nie jestem dość sumienna w postanowieniach wobec siebie, ponieważ ani nie miałam wracąc do swojej przeszłości, ani nie miałam się nad sobą i swoim życiem użalać. No to może od jutra? Hahaha zobaczymy co z tego wyjdzie. Pewnie jak zawsze nic ale trudno już się przyzwyczaiłam.

-----

Obudziłam się wypoczęta o dziwo. Co prawda bolał mnie kręgosłup, bo umówmy się dywan nie jest najwygodniejszym miejscem do spania ale już nie w takich warunkach się spało. Odszukałam swoją komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. 16.27. W takim razie nic dziwnego że jestem taka wyspana. Jakby nie patrzeć spałam ponad 12 godzin. Po woli podniosłam się do pozycji stojącej. Wyłączyłam lampki, które zapaliłam w nocy i opuściłam ten przytulny pokoik, który pozwolił mi przetrwać tą straszną burzę. Kiedy wpadłam do kuchni lekko się zdziwiłam, ponieważ Natalie latała po całym salonie z telefonem w ręce.. Na kanapanie siedziało całe grono. Lisa, Patricia, Alex, Eleanor, czekaj czy to jest Gemma? Jeszcze jakaś dziewczyna, której nie znam.Ej no! Szykuje się impreza, a ja nic o tym nie wiem?
- Yyyy, przepraszam, że przeszkadzam ale powiecie mi co się dzieje? - wszyscy jak torpeda oderwali się od kanapy i popędzili w moją stronę, a Natalie aż upuściła telefon. Wyglądam aż tak źle???
- Jezu ty żyjesz? - no a co w tym dziwnego?
- Gdzie ty byłaś? - spytała na jednym tchu El
- Spałam w pokoju.
- Swoim? - odezwała się Lisa
- Nie, była burza, a ja się boję burzy, więc poszłam spać do takiego pokoju bez okien. Boże o co tu chodzi. Tak sory, że pytam ale czemu wy wszyscy tu jesteście. I przepraszam, ale ciebie chyba nie kojarzę - skierowałam swój wzrok na dziewczynę stojącą pod ścianą - Jestem Kathlee, miło mi Cię poznać- wyciągnęłam dłoń, którą ona uścisnęła i się uśmiechnęła
- Jestem Victoria. Znajoma Elki.
- A powiecie mi czemu tu wszyscy stoicie?
- Od 11.00 Cię szukamy! - krzyknęła Nati - dzwoniłam do chłopaków i nawet na policję, ale mi przerwałaś Zaczęłam się śmiać, nie uważacie że to trochę śmieszne?
- Nie wystarczyło poszukać w domu?
- No wydawało mi się, że wszędzie byłam...
- Najważniejszę że już jesteś. - uśmiechnęła się Alex i usiadła ponownie na kanapie. Bez problemowa dziewczyna. Na serio.
Spojrzałam jeszcze raz na zegarek. Lekko się przeraziłam i pędem popędziłam do swojego pokoju. Za godzinę mam umówioną wizytę u lekarza. Tym czasem jestem jeszcze w piżamie. Ugh! Nawet śniadania nie zdąże zjeść. Śniadania... no obiadu! O tej godzinie są największe korki w mieście!
Nie wiem jakim sposobem ale po 20 minutach byłam całkowicie gotowa. Jakiś rekord czy coś xd. Teraz tylko muszę załatwić sobie transport. Zbiegłam po schodach i przez przypadek zderzyłam się z kimś. Gemma. Czyli jednak miałam rację. Tylko skąd ona tu?
- Przepraszam - odezwałyśmy się jednocześnie a zaraz po tym zaczęłyśmy się śmiać.
- Gdzie się tak śpieszysz?
- Zaraz nie zdążę do lekarza, a jeszcze taksówkę muszę zamówić.
- Nie wygłupiaj się! Ja cię podwiozę. Poczekaj idę po torebkę.
- Gemma nie musisz. Naprawdę.
- Nie ma problemu. Poczekaj na dole.
- Dzięki - krzyknęłam, ale jej już nie było na schodach. Zeszłam na dół i ubrałam płaszcz oraz buty. Zaraz po tym zjawiła się już ubrana Gemma. Wiecie jaka ona jest podobna do Harrego? Mają taki sam uśmiech... Dobra mniejsza z tym. Pobiegłam jeszcze szybko do kuchni i chwyciłam butelkę soku oraz skibkę chleba, która leżała na blacie, ponieważ była głodna, ale nie miałam już czasu na większy posiłek.
- To gdzie dokładnie jedziemy - spytała siostra Harr'ego podczas zapinania pasów
- Przychodnia na Worder Street 5
- A to nie jest oddział ginekologii? - zmarszyła brwi a ja przytaknęłam głową
Wyjechałyśmy spod domu chłopaków. W ciszy, którą po chwili ona przerwała
- Sorry, ze tak wypytuję ale jak pewnie zdążyłaś już zauważyć Harry jest bardzo ciekawski i ja też. Więc, jesteś może w ciąży?
- Tak, zauważyłam. - odpowiedziałam na jej pierwsze pytanie, pomijając kolejne.
Nie odezwała się, ale i tak się dowie więc co będę to ukrywać. Ale w końcu to jest siostra Styles'a. Nie, nie powiem jej teraz.
- Jesteśmy na miejscu.
- Dziękuję Ci bardzo
- Będę tu czekać
- Nie musisz, dam sobie jakoś radę.
- Spoko, zaczekam i tak nie mam co robić. Harry mnie zaprosił na ten koncert i też lecę z wami. Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko to zostanę do piątku.
- Nie mam, oczywiście, ze możesz zostać. Tak praktycznie to jest dom Harrego i chłopaków więc nie ja decyduję - uśmiechnęłam się - muszę już lecieć. Do zobaczenia!
Nie czekając na odpowiedź weszłam do środka i podeszłam do tej samej kobiety, która stała na recepcji kilka dni temu.
- Dzień dobry, jestem Kathlee Millow i byłam umówiona do dr Natashy Walker - wyrecytowałam pięknie formułkę i czekałam
- Zapraszam pod gabinet 5
Skierowałam się w wyznaczone miejsce, nie zdążyłam usiąść a obok mnie znalazła się moja lekarka i zaprosiła mnie do środka.
- Cześć! Jak tam samopoczucie dzisiaj?
- O wiele lepiej niż poprzednio. - uśmiechnęłam się i usiadłam przy biurku
- No to świetnie! Dzisiaj Kathlee zrobimy USG, ponieważ muszę coś sprawdzić
- Co takiego?
- Poczytałam trochę na temat tych przedwczesnych objawów, bo faktycznie rzadko kto wymiotuje w 4 tygodniu ale na razie nic nie jest potwierdzone.
- Coś jest nie tak? - trochę się przestraszyłam
- Nie, nie o to chodzi. Nie martw się. Po prostu się połóż ok?
Zrobiłam to co kazała, położyłam się na... oj. nie mam pojęcia jak to się nazywa ... Na takim czymś do leżenia xd Podciągnęłam koszulkę, a Natasha rozsmarowała na moim brzuchu strasznie zimny żel. Pogmerała czymś śmiesznym a swój wzrok wlepiła w ekran. Również tak spojrzałam, ale za dużo to tam nie widziałam.
- Jesteś jeszcze w bardzo wczesnej ciąży dlatego nie możemy zobaczyć jeszcze serduszka ani nic takiego ale...- przerwała
- ale?- spytałam
- Wiedziałam! Wiedziałam, że tak będzie - aż zaklaskała w dłonie a ja zmarszyłam brwi, bo nie do końca wiedziałam o co jej chodzi.
- Natasha! Halo! Uspokój się błagam! Powiesz w końcu co tam widzisz?
- Jesteś w bliźniaczej ciąży! Dlatego masz silniejsze i wcześniejsze objawy. Będziesz szybciej tyła, możliwe nawet że już w przyszłym tygodniu - uśmiechnęła się tak szeroko, że zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe. Za to ja tak wytrzeszczyłam oczy, że ona mogłaby się zastanawiać dlaczego mi jeszcze nie wyleciały.

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział Siedemnasty

- Kathlee -
- Londyn, Anglia - 

- No to jedziemy czy nie? - ugh a to ja powinnam mieć wahania nastrojów nie Nati no! Raz chce jechać na zakupy a za dwie minuty już nie. Niech się w końcu zdecyduje! 
- Jedziemy- westchnęła- ale wyjeżdżamy za 10 minut 
- No i nareszcie konkretna odpowiedź! Nie mogłaś tak od razu? 
- Nie, bo lubię się z tobą kłócić... - wystawiła język na co ja się słodko uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę schodów. W ciągu 10 minut za dużo nie mogłaz ze sobą zrobić, nie zdąże się umyć... Trudno. Wyjęłam z szafy zestaw składający się z katany z jasego jeansu, krótkich spodenek w kolorze ciemnej, troche zgniłej zieleni oraz luźnej białej bluzki z kolorowymi wzorami. Na nogi założyłam fioletowe vansy. Udałam się do łazienki, w której zrobiłam sobie makijaż, dość mocy z tego powodu, że miałam podkrążone oczy. Ogólnie nadal nie czuję się najlepiej. Muszę jednak iść do tego cholernego lekarza. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Słysząc krzyki Natalie, chwyciłam w pośpiechu torebkę i wybiegłam na korytarz. O mało co nie zleciałam ze schodów, ale w ostatnim momencie chwyciłam się poręczy.
- Musisz na siebie uważać - zaznaczyła El, zakładająca buty, ja przewróciłam oczami i zeszłam na sam dół
- Tak, tak, wiem...
Po około 5 minutach siedziałyśmy w samochodzie i dyskutowałyśmy, gdzie dokładnie jedziemy. Szczerze było mi to obojętne, więc wyłączyłam się z tej rozmowy. Po kilku minutach stanęło na Oxford Street. Mi tam odpowiada.
- Pragnę tylko przypomnieć, że obiecałaś mi sernik, Eleanor....
- Oczywiście, że pamiętam. W takiej jednej kawiarni jest najlepszy sernik jaki kiedykolwiek jadłam. Pójdziemy tam - mrugnęła jednym okiem, w tym samym czasie ruszając samochodem spod domu. Londyn jak zawsze był zakorkowany ale powiedzmy że przez czas mojego pobytu w tym mieście zdążyłam się juz przyzwyczaić. Z resztą Poznań też należał do tych miast, w którym wiecznie są korki... ale trudno. Takie życie. Jak już wspominałam wcześniej, nie czuję się najlepiej, ale nie muszą o tym wiedzieć nie? Nie miałam jakby to powiedzieć weny na zakupy. Nic mi się nie podobało, na większość nawet nie zwracałam uwagi, w przeciwieństwie do El, która przymierzała chyba cały sklep... Myślałam, że ślęczymy tam wieki. Dziewczyny właśnie coś przymierzały, w ogóle się mną nie przejmując, ale nie przeszkadzało mi to, bo od kilku dni skakały wokół mnie. Niech teraz mają coś co im faktycznie sprawi radość, bo przeze mnie musiały siedzieć w domu, to znaczy nie zatrzymywałam ich ale nie chciały bezemnie wychodzić więc siedziały cały czas w czterech ścianach. Usiałam na kanapie i spojrzałam na telefon. 4 wiadomości. i 2 nieodebrane. Mój kuzyn jest naprawdę przewrażliwiony. Odpisałam mu tylko, że El pewnie nie słyszy, bo jesteśmy na zakupach i że wszystko w porządku.
Louis po moim SMS zaczął wydzwaniać do Eleanor, która w tym czasie usiłowała wcinąc się w ostatnią sukienkę, która na moje oko była jej za mała o conamniej dwa rozmiary ale ona jest do wszystkiego zdolna... Nawrzeszczała na mojego kuzyna, że jej przerywa w takim momencie a ja umierałam ze śmiechu na tej kanapie. Kiedy Elka skończyła wydzierać się do telefonu dostałam wiadomość od Hazzy. Popisałam z nim przez chwilę, a potem dziewczyny raczyły wyleźć z tej przebieralni. Ostatecznie wyszły z dwoma siatkami ciuchów każda, a ja z niczym... ale no cóż. Nic mi się nie podobało. Mam jeszcze dziesięć dni a najwyżej wezmę jakość, którą kupiłam wcześniej.
- A ty nic nie kupiłaś? - spytała El otwierając szeroko oczy
- Nie. Nic mi się nie podobało. A tak w ogóle to szybkie jesteście - zaśmiałam się - cały czas siedziałam na kanapie
- Ojć. No dobra to w takim razie teraz idziemy na sernik! - zaproponowała brunetka a ja oczywiście od razu się zgodziłam.
Szłyśmy jakieś 5 minut pieszo. El weszła do małej kawiarni a my za nią. W środku było bardzo przytulnie. Brązowe ściany i kremowe dodatki. Widać, że jest urządzona z pomysłem i pasją. Bardzo mi się podobało. Usiadłyśmy przy cztero-osobowym stoliku w rogu,. obok obrazu przedstawiającego kilka tulipanów. Oczywiście jak zawsze zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim, ale z tego co zdążyłam zauważyć dziewczyny jak najczęściej poruszały temat mojej ciąży, a ja próbowałam się z niego wymigać. Na pewno nie będę się rozwodzić nad tym tematem w miejscu publiczym! W momencie kiedy Natalie chciała się znowu o cos zapytac (widziałam to w jej oczach) szybko zapytałam się co u Liam'a mimo że nie obchodziło mnie to zbytnio, bo to że chłopacy mają teraz pełno koncertów już wiem. Ale tym sposobem załatwiłam sobie 10 minut odpoczynku od bycia w centrum uwagi, bo Natalia cały czas gadała o swoim chłopaku a ja zajęłam się sernikiem, który faktycznie byl przepyszny. Udało mi się wyłączyć z tej rozmowy pomimo tego, że udawałam że słucham. Tak wiem troche niekulturalne, ale no cóż.... Postanowiłam zapisać się do lekarza najlepiej jeszcze dzisiaj pod wieczór. Jak na moje to trochę za wcześnie na te wszystkie wymioty i bóle głowy w końcu to dopiero ile? Raz, dwa, trzy, cztery. Początek czwartego tygodnia. Ale ja tam się nie znam, więc jak na razie sie chyba nie mam czym przejmowac prawda?

Tak jak mówiłam już w drodze do domu zadzwoniłam do przychodni. Udało mi się zapisać dzisiaj na gidzinę 18.00. Nie miałam za dużo czasu zwłaszcza że zbliżało się wpół do piątej a z tego co powiedziała mi Eleanor przychodnia znajduje się jakieś 30 minu drogi od domu chłopaków, no ale trudno. Nie pomyślałam tylko kto mnie zawiezie... A co tam! Raz się żyję. W Polsce mam prawo jazdy a się różni tylko tym, że jedziesz po lewej a nie prawej. Powinnam dać radę... Coś cienko to widzę, ale trudno. El i tak już mi bardzo pomaga. Oparłam głowę o szybę samochodu i przymknęłam oczy. Nie zasnęłam, mało co po chwili poderwałam się jak opętana gdy przypomła mi się babcia! Ona mieszka w Londynie! Ale ja jestem głupia! Nie wpadłam wcześniej na to żeby się z nią spotkać, to znaczy miałam to w planach, ale ugh no nie ważne. Po raz kolejny chwyciłam za telefon i wykręciłam do mojej babci
- Cześć babciu
- Cześć Katlee co u ciebie słonko?
- Jakoś leci.. Babciu czy mogłybyśmy się spotkać za 15 minut w kawiarni Caffe Time to jest na Oxtord Street z resztą potrzebowałabym podrózki.
- Oczywiście! Już wychodzę z domu. A stało się coś? 
- Wszystko ci wyjaśnie na miejsu okay?
- Okay 
- To do zobaczenia
- Papa
Poprosiłam Eleanor, żeby zatrzymała się na chwilę, żebym mogla wysiąść z samochodu i wrócić do kawiarni z której przed chwilą wyszłam. Nie za bardzo wiedziała o co chodzi ale wszytko jej wytłumaczyłam, a ona nawet zawróciła i mnie podwiozła na Oxford Street pomimo, że mówiłam, że mogę sama dojść, bo w końcu dopiero co wyjechałyśmy. Ponownie usiadłam przy tym samym stoliku i zamówiłam sobie lemoniadę. Nie musiałam czekać na babcie zbyt długo, ponieważ ona zawsze była punktualna, za co ją podziwiam.
- Cześć Babciu - rzuciłam się na nią od razu kiedy pojawiła się w drzwiach, musiało to dziwnie wyglądać ale kto tam się przejmuje opinią innych?
- Cześć - odpowiedziała kiedy się od mniej odkleiłam - ale dawno cię nie widziałam
- Ja też... Chodź do stolika. Chcesz coś może? Mają pyszny sernik.
- Nie dziękuję, ale napiłabym się czegoś zimnego. Jest strasznie gorąco. - od kąd pamiętam mojej babci zawsze było ciepło. Z resztą jest lato, ale żeby było jakoś gorąco to nie powiem. Ja osobiście chodzę w jeansowej kurtce.
- Okay, to ja ci zamówię.A ty idź usiądź. Może być lemoniada?
- Tak, cytrynową poproszę
Złożyłam zamówienie, kóre kelnerka przyniosła nam po chwili. Siedziałam naprzeciwko babci i oddychałam głęboko.
- To o czym chciałaś pogadać? Wniostkuję z twojego pośpiechu, że to cos ważnego - uśmiechnęła się lekko. Mój oddech był coraz płytki. Musze powiedzieć babci wszystko. To będzie trudne.... Spojrzałam jeszcze szybko na zegarzek, żeby upewnić się, że nie spóźnię się do lekarza. Była 17.02. Dobra trochę czasu jest.. Niestety... Dobra raz się żyję! | Fajne podejście, takie samo jak przed imprezą?| Zamknij się! - mój wewnętrzy głos zawsze umiał mnie "pocieszyć"|
Hallo! Kathlee jesteś tam? - babcia pomachała mi dłonią przed oczami
- A tak, przepraszam, zamyśliłam się
- Oj, dziecko, coś się dzieje... Tylko co?
- Wiesz sama nie wiem od czego zacząć... Dobra może od pytania. Zawieziesz mnie do lekarza na 18.00?
- O Jezu! Co się dzieję, ze do lekarza jedziesz? Tak, oczywiście że cię zawioze.
- Nie przejmuj się, nie umieram - zaśmiałam się - Tak więc ja.. no wiesz. Ten tego... Ja. Ja jestem w ciąży - wypaliłam i zamknęłam na chwilę oczy.
Chyba powinnam ostrzec babcię, żeby odstawiła kubek na stół przed moim wyznaniem, bo obecnie kubek leży potłucony na ziemi, a moja babcia siedzi z otwartą buzią, jednak po chwili próbuje pozbierać szkło. Ja siedzę cicho i przyglądam się poczynaniom babci, ale po chwili dociera do mnie że powinnam się ruszyć i jej pomóc. Kiedy ogarnęłyśmy bałagan, przy pomocy kelnerek, ponownie usiadłyśmy przy stole.
- Wiesz ja nie mogę w to uwierzyć - odezwała się
- Szczerze to ja też nie
- Ale jak to?
- Babcia, mam ci wykład robić jak się dzieci robi? - zaśmiałam się pod nosem
- To to ja wiem - również się zaśmiała- ale kiedy? Z kim?
- To zależy, którą wersję chcesz znać - powiedziałam dość cicho, ale babcia i tak to usłyszała
- Tą prawdziwą. A mogę wiedzieć ile tych wersji jest?
- Dwie
- Czekaj Kat, bo czegoś tu nie rozumiem.
- Już ci wszystko wyjaśniam ale przyrzeknij na mnie, że nikt oprócz Natalie i El , które wiedzą się nie dowie a sczególnie Louis i reszta One Direction - babcia lekko zmarszczyła brwi, ale pokiwała głową na znak, że rozumie i się zgadza a ja zaczęłam swoją rozmowę, która oczywiście odbywała się w języku polskim z dwóch powodów - Tak wygodniej, chcoaż ostatnio już mi to nie robi różnicy ale tak przynajmniej nikt nas nie rozumiał.
- Dwie wersję są dla tego, żeby biologiczny ojciec się nie dowiedział.- babcia pokręciła przecząco głową ale się nie odezwała - tak więc, trzy tygodnie temu bylismy z chłopakami, Natalie i El w Hiszpani - przytaknęła głową - no i była impreza - znowu - no i praktycznie to z niej pamiętam tylko kilka rzczy...
- To wiesz kto jest ojcem? - spuściłam wzrok i pomachałam głową - A powiesz mi kto?
- oficjalnie Kamil, wiesz ten dupek, co był moim chłopakiem w Polsce, a tak praktycznie i faktycznie to Harry.
- Jaki Harry? - spytała jakby się chciała upewnić
- Znam tylko jednego... Styles. - ponownie wytrzeszczyła oczy, a ja swoje zamknęłam.
- A dlaczego mu o tym nie powiesz?
- Bo on nawet tego nie pamięta, a ja mało co, mogłoby się wydawać że to jakis sen albo coś
- A nie uważasz że powinien wiedzieć. Jak będzie podobne?
- Tego się obawiam najbardziej... Po co ma wiedzieć? To tylko mu życie zepsuje.
- Nie mów tak..
- Ale to prawda.
- Wcale nie.
- A już na pewno nie będę laską, która zwabi go na dziecko.
- A czujesz coś do niego?
- Musimy jechać - powiedziałam spoglądając na zegarek, który wskazywał 17.34
- Okay, ale jeszcze to od ciebie wyciągnę - usmiechnęła się pogodnie
Zapłaciłam za napoje po czym wyszłyśmy z kawiarni i udałyśmy się do samochodu babci. Na moje szczęścnie nie było jakiegoś wielkiego korku na ulicach, tylko kilka razy zatrzymywałyśmy się na czerwonym świetle ale w efekcje dojechałyśmy przed czasem. heh, udziela mi się punktualność babci xd Weszłam do środka i podeszłam do średniego wzrostu brunetki w średnim wieku, która stała na recepcji.
- Dzień dobry. Nazywam się Kathlee Milow, byłam umówiona na 18.00 do dr. Natashy Walker
- Tak, widzę. Pani doktor, ma obecnie pacjentkę ale proszę czekać pod gabinetem nr 6
- Okay - pokiwałam głową i lekko się uśmiechnęłam po czym zajęłam miejsce pod gabinetem nr 6. Dołączyła się do mnie babcia i chwyciła mnie za ręke.
- Wszystko będzie dobrze - szepnęła widząc, że ręka mi się trzęsie - a ja pokiwałam głową
Po około 10 minutach o 18.04 wyszła wysoka, młoda ciemna blondynka, która jak się domyśliłam jest właśnie dr Natasha Walker
- Zapraszam panią Kathlee Milow - odezwała się swoim przyjaznym głosem
Po woli wstałam z krzesła i podeszłam bliżej kobiety, która na moje oko była trochę starsza odemnie. Weszłam do gabinetu i usiadłam na przeciwko pani doktor przy biurku.
- Nie bój się, nie gryzę - zaśmiała się widząc moją minę
- Ja przepraszam, ale lekko się stresuję
- Nie ma czym, siadaj. Tak wogóle jestem Natasha i błagam nie mów do mnie Pani doktor, bo widzę, że jestem od ciebie starsza tylko o 2 lata - uśmiechnęła się
- Kathlee - wyciągnęłam dłoń, którą ona uścisnęła
- No to mów, co ci jest
- Jeśli wierząc objawom i czeroma testom to jestem w ciąży
- No to gratuluję!
- Nie ma czego, ale nie będę cię tu moimi problemami zadręczać
Chętnie posłucham i pomogę, ale to może potem, dopiero się poznałyśmy - uśmiechnęła się
- Jesteś dość otwartą osobą prawda? - pokiwała głową - Bardzo chętnie umówię się z tobą na kawę - zaśmiałam się
- Ja również, ale wracając do wizyty to co jest?
- Wychodziłoby na to że jestem na początku 4 tygodnia. Dość wcześnie jak na wymioty i bóle głowy prawda?
- Na ogół tak, ale zdarzają się przypadki. Możemy pobrać krew albo zbadać mocz, będziemy mieć pewność.
- Okay ale to dzisiaj?
- Tak. Wolisz z żyły czy palca?
- Żyły
- Okay, chodź musimy przejść do gabinetu nr 2
Po upływie 30 minut wiedziałam już na 100% że jestem w ciąży. Natasha za to okazała się być naprawdę miłą osobą i bardzo przyjacielką. Wymieniłyśmy się numerami i umówiłyśmy na kolejną wizytę, która ma się odbyć po imprezie w LA. Oczywiście nie ufam jej wystarczająco, żeby wygadać wszystko na mój temat, bo narazie ograniczyałam się do ujawnienia mojego Polskiego pochodzenia. Niech tak zostanie. Uważam jednak, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Powiadomiłam babcie o wszystkim czego się dowiedziałam a potem razem wróciłyśmy do domu chłopaków.